niedziela, 4 stycznia 2015

[3] "Widzę, że mnie pamiętasz"

- Amber, czuje się już dobrze. Spokojnie mogę iść do pracy.
- 4 dni temu zachorowałaś. Daj sobie jeszcze trochę czasu.
- Mam same zaległości. Tym razem mnie nie przekonasz. - Amber dała za wygraną. Nina poszła do swojego pokoju, wzięła potrzebne rzeczy i wyszła.
   Szła chodnikiem szukając wolnej taksówki. Po chwili żółty wóz podjechał.
-Po proszę pod siedzibę New York Times - powiedziała, wsiadając do samochodu.

   -Nina. Wyzdrowiałaś już? - spytał Nathan. Blondyn pomagał Ninie, był jej kamerzystą i przyjacielem z pracy.
-Można tak powiedzieć. Dużo mamy zaległości?
-Nawet nie, ale dobrze by było jakbyś pogadała z szefem na ten temat. - Nina westchnęła i ruszyła w kierunku biura dyrektora. James Walker, 40 letni mężczyzna, który przejął firmę po swoim ojcu. Mężczyzna dobrze prowadził firmę i wiedział, gdzie należy być by mieć dobry temat.
   Blondynka zapukała do drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry. Mogłabym zająć panu chwilkę?
-Nina Martin. Zapraszam. - Dziewczyna zajęła miejsce po drugiej stronie biurka. - Nie miała pani zwolnienia na tydzień?
-Tak, ale poczułam się lepiej i postanowiłam przyjść wcześniej.
-To nawet dobrze się składa. Mam dla pani sprawę...

   -Co masz zrobić? - spytał Nathan zdziwiony.
-Mam przeprowadzić wywiad z Timem Cook'iem.  Dowiedzieć się jak doszedł do sukcesu i takie tam.
-Przecież on nie chce rozmawiać z dziennikarzami.
-Wiem i tu mamy problem, ale muszę spróbować.

   Nina szła w kierunku wejścia do siedziby Apple znajdującej się w Nowym Jorku. Nie miała pojęcia jak Nathanowi udało się przekonać Cook'a do tej rozmowy, ale to nie było istotne. Ważne, że zdobędzie ten wywiad dla szefa.
   Nina stała w windzie jadącej na 35 piętro. Gdy z niej wyszła ujrzała rząd okien z widokiem na miasto. Mimo wysokości, mieszkańcy byli dobrze widoczni.
   Blondynka podeszła do biurka sekretarki, przedstawiła powód swojej wizyty i została zaproszona do gabinetu. Przechodząc przez drzwi ujrzała okno wielkości ściany do połowy zasłonięte przez zasłony odcinające promienie słoneczne. Przez to w pomieszczeniu nie było za jasno. Na prosto drzwi znajdowało się mahoniowe biurko, na którym stał komputer. Ściany były w odcieniu kremowym, na których wisiały zdjęcia urządzeń. Jedna ze ścian była zajęta przez szafę. Na półkach widniały segregatory z dokumentami.
Zestawienie wszystkich przedmiotów wzbudzało zachwyt.
   Czarne krzesło obróciło się i oczom dziewczyny ukazał się mężczyzna w garniturze pasującym do jego budowy ciała. Po siwych włosach i ledwo widocznych zmarszczkach można było domyśleć się, że mężczyzna miał już swoje lata.
-Zapraszam - oznajmij wskazując na fotel znajdujący się przy biurku. Blondynka włączyła mini magnetofon i tak zaczął się wywiad. Nina zadawała pytania dotyczące firmy, jej sukcesów i spraw związanych z samym mężczyzną. Pan Cook odpowiadał na każde zadane pytanie.
   Po pół godzinie w pokoju obok rozbrzmiał dziwny hałas. Krzyk. Cisza.
Po chwili do pokoju wszedł mężczyzna z kominiarką na twarzy, cały ubrany na czarno. W jego ręce coś zabłysło, a na plecach widniał plecak. Nina spostrzegła, że Pan Cook szuka czegoś pod biurkiem.
-Pewnie alarmu. - Pomyślała.
-W końcu się spotykamy Tim. - Nina wykorzystując nieuwagę mężczyzny zabrała magnetofon ze stołu i schowała go do kieszeni.
-Kim jesteś? - spytał Tim.
-Znasz mnie doskonale. Pracowałem dla ciebie, a ty mnie wyrzuciłeś.
-Jack Brook.
-Dokładnie. Widzę, że mnie pamiętasz.
-Po co tutaj przyszedłeś. Mówiłem ci, że nie masz już tu czego szukać.
-Cóż. Przyszedłem po zemstę. Jak pamiętasz miałem ciężko w życiu. Miałem dziewczynę do tego w ciąży, a ty mnie zwolniłeś.
-Bo mnie okradłeś. Nie mogłem sobie pozwolić na coś takiego.
-Zniszczyłeś mi przez to życie. - Mężczyzna ściągnął kominiarkę. Nina dostrzegła że był młody, może starszy od niej. Miał brązowe włosy. Widać było, że dawno nie były podcinane.
Podniósł prawą rękę, w której dostrzegła nóż. - Rebeca mnie zostawiła. Do tego dowiedziała się o mojej ostatniej małej zbrodni i powiedziała, że jak dziecko się urodzi to nie będę mógł go oglądać. Zabroni widywać mi się z moim własnym synem i to przez ciebie. - Jack wycelował nóż w pana Cooka.
-Słuchaj Jack. Pomogę ci tylko się uspokój.
-Teraz chcesz mi pomóc? Nie sądzisz, że jest już za późno. - W jednej sekundzie brązowooka dostrzegła nóż wbity w klatkę piersiową Pana Cooka. Mimowolnie krzyknęła. - Przynajmniej poczuję satysfakcję z zabicia ciebie. - Jack wyjął nóż i wbił go kolejny raz. Nina odwróciła wzrok, łzy zaczęły spływać po jej policzkach.
-Nie płacz. Tobą też się zajmę.
-Co? - powiedziała przerażonym głosem.
-Za dużo widziałaś. Nie mogę mieć światków. - Nina, widząc że mężczyzna zbliża się do niej, wstała z fotela i zaczęła się cofać. Po chwili napotkała ścianę.
-Teraz mi już nie uciekniesz. - Od Jacka dzieliły ją 2 metry. Zamknęła oczy i czekała. Nie miała szans na ucieczkę, za bardzo się bała by się poruszyć.
   Nagle drzwi otworzyły się z łomotem, do gabinetu weszli uzbrojeni policjanci. Jack widząc ich skierował się w stronę okna i wyskoczył. Po chwili otworzył spadochron.
-No tak po to mu był ten plecak. - pomyślała przyglądając się wszystkiemu. Emocje zaczęły się ukazywać. Zaczęła płakać, nie miała sił by stać dłużej na nogach. Usiadła na podłodze oparta o ścianę. Objęła się rękoma.
-Nina? - Usłyszała znajomy głos. - O mój Boże. Nic ci nie jest? - Poczuła ciepłe dłonie na ramionach. Przez łzy nie mogła dostrzec twarzy, ale ten głos. - Spokojnie. Już po wszystkim. - Fabian. Objął ją, a ona wtuliła się w niego. W tej chwili chciała poczuć się bezpiecznie.

-------------------------------------------------------------------------
Wyjaśnienie:
Tim Cook istnieje naprawdę. Jest dyrektorem generalnym Apple Inc. Przepraszam za jego uśmiercenie. Nic nie mam do niego. Niech mu się żyje jak najlepiej :)
-------------------------------------------------------------------------
 Wiem, jestem okropna. Tak długo nic nie napisałam. Przepraszam, przepraszam, na prawdę przepraszam, ale brak weny mi nie pomaga. Mam ostatnio załamanie twórcze. Ten rozdział nie jest jakiś mega długi czy jakiś fajny, ale nic więcej nie mogłam wskórać. Mam nadzieję, że się spodobał i zobaczę pod tym postem jakieś komcie :)
Mam nadzieję, że przez moje długie nieobecności nie opuścicie mnie, bo następny rozdział co prawda już się pisze, ale nie wiem kiedy go skończę
Co ja jeszcze miałam... Chyba tyle. To MIŁEGO :)

  

2 komentarze:

  1. Kurczaki złe! Szkoda, że dopiero teraz wpadłam na Twojego bloga, bo naprawdę mega mi się podoba to jak piszesz. Jeszcze wszystkich rozdziałów nie przeczytałam, ale właśnie się biorę za robotę i lecę czytać. ;)

    http://secret-harrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. Na twojego bloga też zaglądam :)

      Usuń