sobota, 25 kwietnia 2015

[12] "Złapaliśmy go. "

~Fabian~
   Obudziłem się czując w swoich ramionach Ninę. Leżeliśmy na boku, a ona wtulała się we mnie. Czułem się taki szczęśliwy mając ją przy sobie. Dotknąłem delikatnie jej policzka, by jej nie obudzić. Uśmiechnęła się. Wyglądała tak słodko, niewinnie, bezbronnie.
   To co wydarzyło się w nocy nie powinno mieć miejsca, ale stało się. Nie żałowałem tego, lecz będę musiał uważać by prawda nie dotarła do niepowołanych osób. Tylko Amber i Mason mogą o tym wiedzieć.
   Moje myśli przerwał wibrujący telefon leżący gdzieś za mną. Sięgnąłem za siebie starając się nie zbudzić dziewczyny. Spojrzałem na wyświetlacz. Mason.
-Co jest? - Szepnąłem.
-Nina śpi?
-Tak.
-Idziesz na trening? - Spojrzałem na zegarek za kierownicą. 5:24.
-Nie, dziś sobie odpuszczę. - Spojrzałem na Ninę, która poruszyła się w moich ramionach.
-Co się dzieje? Ty trening odpuszczasz? - Usłyszałem w słuchawce stłumiony śmiech.
-Po prostu... nadrobię to kiedy indziej.
-Co się wczoraj działo u was? - Mason spytał nagle.
-A co się miało dziać?
-Za nim zasnąłem sprawdzałem okolicę. Przechodziłeś na tylne siedzenie. Czy robiliście to o czym myślę?
-Wiesz, że ryzykujemy? - Zmieniłem temat nie chcąc zdradzać mu szczegółów.
-Wiem.
-Devon nie da im spokoju. Już wspominał o nich. Obserwował nas. Dopóki on nie trafi znów za kraty dziewczyny nie będą bezpieczne.
-Do tego wszystkiego dochodzą Jack i Trevor.
-Nie podoba mi się, że milczą tak długo. Coś mi tutaj nie pasuje.
-Może powiemy przełożonemu... - Mason nie musiał kończyć bym wiedział co ma na myśli. Chciał powiedzieć o Trevorze i o tym co zrobił Ninie.
-Nie. Osobiście dopadnę gnojka. Pożałuje tego co zrobił.
-Uważaj co robisz...
-Muszę kończyć, Nina się budzi. - Przerwałem mu nagle, gdy brunetka zaczęła się wiercić. Zakończyłem połączenie i położyłem telefon na swoim miejscu.
-Dzień dobry piękna. - Szepnąłem jej do ucha. Po chwili otwarła oczy a jej usta wykrzywiły się w uśmiech.
-Dzień dobry. - Odparła zaspanym głosem i przysunęła się jeszcze bliżej mnie.
-Jak się spało?
-Wyśmienicie. - Złożyła na moich ustach delikatny pocałunek.
-Co się stało, że dziś wstałaś tak wczas?
-Wiesz, jak się ma kogoś takiego obok siebie to ciężko się śpi. - Zaśmiałem się.
-Prześpij się jeszcze. - Wtuliła się znów we mnie, a ja poczułem ukłucie w okolicy żeber. Ci zasrani gangsterzy chyba złamali mi żebro.
-Fabian co się dzieje? - Zareagowała od razu odsuwając się ode mnie.
-Nic takiego.
-Przecież widzę. Znów napinasz mięśnie. To oni, tak?
-Kto? - Zmarszczyłem brwi.
-Ci co cię pobili. Co oni ci zrobili?. - Dotknęła mojej twarzy kładąc się na plecach obok mnie. Widziałem w jej oczach strach o mnie.
-Nie martw się o mnie. - Położyłem się obok niej przysuwając ją bliżej siebie. - Najważniejsze jest to, że jesteś przy mnie, bezpieczna. Nic więcej się dla mnie nie liczy. A teraz śpij. - Pocałowałem ją w czoło i obserwowałem przez kilka minut jak jej oddech staje się wolniejszy, spokojniejszy. Po chwili sam zasnąłem.

   Po kolejnych kilku godzinach drogi dojechaliśmy do rodzinnego domu Masona. Dwupiętrowy budynek spokojnie pomieściłby dwie duże rodziny. Miejsce nie było odwiedzane przez długi czas, więc gdy weszliśmy do środka znaleźliśmy rzeczy przykryte białymi prześcieradłami i dużą ilość kurzu. Z Fosterem zanieśliśmy walizki do sypialni. W jednej on miał spać z Amber, a w drugiej ja z Niną.
   Gdy zeszliśmy na dół, prześcieradła zniknęły, a dziewczyny zajęly się sprzątaniem.
-Nina, co ty wyprawiasz? - Zauważyłem niebieskooką stojącą na stołku i wycierającą elementy mebli znajdujące się wyżej. - Chcesz spaść? - Zdjąłem ją z krzesła i trzymając na rękach zaniosłem na kanapę. Usiadłem obok niej chwytając jej dłoń. - Powinnaś dać odpocząć nodze.
-Jest już dobrze. Tylko czasem mnie zaboli. Fabian ja nie mogę ciągle siedzieć. - Odpowiedziała, patrząc na mnie z pretensjami. Pocałowałem ją delikatnie, a jej wyraz twarzy złagodniał.
-Poczekaj chociaż jeszcze kilka dni.
-Nina, Fabian ma racje. Dam radę sama. I tak zrobiłyśmy już większość. - Amber poparła mnie. Po minie Niny zauważyłem, że dała za wygraną.
-Niech wam będzie, ale prysznic chyba pozwolicie mi wziąć. - Blondynka zaśmiała się.
-Tak, ale jak będziesz potrzebować pomocy to krzycz. Fabian z pewnością ci pomoże. - Spuściłem głowę w dół i zacząłem się śmiać. Gdy podniosłem wzrok ujrzałem, że nie tylko ja. Pokazałem Ninie łazienkę, w której po chwili zniknęła.
   W tym czasie Mason dołączył do Amber.
-Co zjecie? Przygotuje coś. - Powiedziałem.
-Co zrobisz to zjemy. - Śmiech Amber rozbrzmiał w domu gdy Mason ją złapał i nie wypuszczał z uścisku. Chcąc dać im trochę prywatności udałem się do kuchni. Z powodu zbyt małej ilości produktów w lodówce postanowiłem przygotować omlety. Odwracając się, uderzyłem bokiem o kant blatu. Fala bólu przeszyła moje ciało. Odłożyłem produkty na stół, o który się oparłem i skuliłem.
-Kurwa! - Położyłem dłoń na obolałych rzebrach.
-Fabian? - Głos Niny dobiegał z pierwszego piętra. Ostatnie słowo powiedziałem chyba zbyt głośno, bo trójka przyjaciół zjawiła się obok mnie w tym samym momencie.
-Co się stało? - Brunetka w mgnieniu oka znalazła się obok mnie. Czułem jej dłonie na plecach.
-Nie zauważyłem blatu.
-Do tego jesteś poobijany przez tych zasrańców. - Mason jako jedyny wiedział, co stało się wtedy w lesie. Wyprostowałem się, a moim oczom ukazała się Nina. W jej oczach ujrzałem zmartwienie, wokół twarzy miała niesforne pasma mokrych włosów. Policzki były zaróżowione od ciepłej wody.
-Mi kazania umiesz prawić, a sam nie myślisz o sobie. - Spojrzała głęboko w moje oczy. Martwiła się, to było oczywiste. - Pojedź do lekarza.
-Nie. - Powiedziałem bez zastanowienia. - Nikt nie może znać naszego miejsca pobytu.
-To chociaż połóż się i odpocznij. - Tym razem to ja odpuściłem. Podróż tutaj dała mi trochę w kość. Byłem zmęczony i obolały, ale starałem się tego nie okazywać. Położyłem się na kanapie i obserwowałem niebieskooką poruszającą się w kuchni.

~Nina~
   Spędziliśmy w domu Masona już tydzień. Trzy dni temu zaczęłam ,,kurs" samoobrony, Pomagał mi w tym Foster. Oboje doszliśmy do wniosku, że Fabian, ze względu na swój stan, chwilowo nie da rady. Ćwiczyłam codziennie. Dawno nie miałam takiego wysiłku, więc z każdym treningiem czułam większy ból mięśni. Chłopacy to chyba zauważyli, bo obaj zarządzili czterodniową przerwę, z której obecnie korzystaliśmy wszyscy. Postanowiliśmy zrobić sobie mały seans. Wybraliśmy kilka filmów i zaczęliśmy oglądać.
   Fabian czuł się o wiele lepiej, lecz wciąż uważałam gdy się do niego przytulałam. Z jego twarzy zniknęły siniaki, a rozcięcia prawie nie było widać.
   Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu dochodzący z góry. Zdziwiłam się i udałam się za sygnałem. Na wyświetlaczu widniał nieznany mi numer. Odebrałam, lecz przez chwile nie wydawałam z siebie żadnego dźwięku.
-Pani Martin? Halo... - Dobrze znałam głos policjanta, który przesłuchiwał mnie po zabójstwie Cook'a
-Słucham.
-Dobry wieczór. Mam dla Pani dobrą wiadomość. Dziś rano Jack był widziany w okolicy Pani kamienicy. Policja patrolująca obszar zauważyła go. Złapaliśmy go. Był przesłuchiwany, nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, ale wiemy że nie ma wspólników. Może Pani odetchnąć z ulgą. Jest Pani już bezpieczna.

--------------------------------------------------------------
Witam, tym razem punktualnie.
Rozdział jest chyba troszkę krótszy od pozostałych, ale nie mogę wam zdradzić więcej. Tak sobie myślę... W następnych rozdziałach będzie chyba odrobinę więcej akcji, bo jak na razie mam wrażenie, że to jest nudne.
Dziękuje za 2000 wyświetleń! Nie macie pojęcia jaką mam z tego radochę, chodź byłoby jeszcze lepiej gdyby pojawiało się więcej komentarzy, ale ja nie narzekam, żeby nie było czy coś :)

To co sądzicie o tym wszystkim? Jak myślicie co czeka nasze gołąbeczki?
Czekam na wasze komentarze ;)

Karen

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

[11] "Nie zasługuje na ciebie."

    Na wstępie chce uprzedzić o... Kurde nie mogę powiedzieć, bo zdradzę kawałek. Hmmm.... Po prostu uprzedzam o czymś :)
Miłego czytania.
Ps. Nie osądzajcie mnie...
----------------------------------------------------------------------------------------------
~Nina~
   Siedziałam w salonie i czytałam książkę. Amber jeszcze spała, a Fabian wciąż ćwiczył.
-Mason usiądź sobie, bo zaczynasz mnie denerwować. - Od około 10 minut brunet ciągle chodził w kółko.
-Coś jest nie tak. - Powiedział po chwili.
-Co?
- Fabian o tej godzinie powinien już wrócić. Dobrze wie, że około 7:00 wstajesz, a jest 7:10. Na początku umówiliśmy się na 1 godzinę ćwiczeń. O 6:30 powinien być już w domu. - Zdziwiłam się słysząc to wszystko. Oboje mieli idealnie wszystko zaplanowane.
-Wziął ze sobą komórkę?
-Tak. Nie odbiera. Już próbowałem. - Wewnątrz mnie narastał niepokój. Co jeśli Trevor go dopadł? Nie, to niemożliwe. Fabian dałby sobie z nim radę.
-Może idź go poszukaj?
-A co z wami? Nie mogę was zostawić. - Wtedy usłyszałam jak ktoś podchodzi do drzwi. Mason wyjął zza paska broń, przyjął pozycje i czekał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stał...
-Fabian? - Nie wierzyłam własnym oczom. Wszedł chwiejnym krokiem, rękę trzymając na boku. Miał krew i siniaki na twarzy. W rozciętej brwi wypływały pojedyncze krople krwi.
-O mój Boże, co ci się stało? - Miałam ochotę podbiec do niego by mógł wesprzeć się na mnie, lecz jak mam to zrobić z bolącą kostką.
-Mason, znaleźli nas. Wiesz co robić. Ja sprawdzę samochody. - Rozmawiali między sobą jakby mnie tutaj nie było.
-Dasz radę? - Mason zmierzył wzrokiem Fabiana sprawdzając jego stan.
-Tak - Brązowooki udał się w stronę garażu.
-Fabian. - Jego spojrzenie spoczęło na mnie. - Co się dzieje?
-Wyjeżdżamy.
-Kto ci to zrobił?
-Nie ważne. - Odwrócił się do mnie plecami.
-Powinieneś przemyć te rany. Ta krew i...
-Zapomniałem. Przepraszam już...
-Nic mi nie jest. - Wstałam i podeszłam do niego. - Tym razem pozwól sobie pomóc. - Patrzyłam w jego oczy i nie widziałam nic, jakbym przede mną stała obca osobę. Po chwili pojawił się znajomy mi błysk.
-W tej chwili najważniejsza jesteś ty... i Amber. Pójdę już. Musimy się pospieszyć. - Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy zniknął za drzwiami. Do torebki włożyłam apteczkę i telefon.
   Po schodach zaczęli schodzić Mason i Amber z naszymi walizkami.
-Nina wiesz co ty się dzieje? - Spytała zdezorientowana blondynka.
-Nie. - Wiedziałam nie więcej niż ona.
-Samochody gotowe. - Fabian wszedł przez frontowe drzwi. Jego twarz była czystsza.
   Z Masonem wzięli walizki, a z Amber wyszłyśmy za nimi.
-Nina jedziesz z Masonem i Amber. - Fabian nawet na mnie nie spojrzał.
-Co? Nie ma mowy. Jadę z tobą.
-Nina...
-Nie. - Bez żadnego słowa wsiadłam do jego samochodu i zapięłam pas. Przez szybę widziałam jak pozostali o czymś rozmawiają.
   Jechaliśmy prawie cały dzień. Fabian odzywał się do mnie tylko gdy musiał.
-Zatrzymaj się. - Powiedziałam nagle.
-Źle się czujesz?
-Nie. Ty w tej chwili potrzebujesz pomocy.
-Nic mi nie jest.
-Tak, widzę.Przestań być upartym jak osioł i zatrzymaj się na poboczu. - Powiedziałam ze złością. Po minie Ruttera zdałam sobie sprawę, że mój ton przyniósł pozytywne skutki. Fabian zadzwonił do Masona.
-Co powiesz na postój?... Okej może być... Za nami?... Dobra... - Rozłączył się i zjechał w polną drogę. Po chwili dojechaliśmy do jakiegoś mostu kolejowego.
-Mason powiedział, że tą noc spędzimy w samochodzie, bo czeka nas jeszcze długa droga.
-Dobra. Teraz mogę ci pomóc? - Spytałam.
-Nie dasz za wygraną?
-Nie. - Fabian odwrócił się w moją stronę. Byłam zdziwiona, że widząc jego krew i skaleczenia nie czułam mdłości lub zawrotów głowy.
   Wyjęłam z torebki apteczkę, na wacik nalałam trochę wody utlenionej. Gdy gaza dotknęła rany, Fabian jęknął.
-Przepraszam. Bardzo boli?
-Przeżuje. - Jego ton głosu był obojętny.
-Powiesz mi co tu się dzieje? - Zajęłam się rozciętą brwią. Brunet skrzywił się.
-Mówiłem ci. Wyjeżdżamy.
-Co się na prawdę dzieje? Kto ci to zrobił? Dlaczego ostatnio mnie unikasz?
-Nie unikam cię. Po prostu...
-Przez cały dzień odezwałeś się do mnie z pięć razy. - Nie dałam mu dokończyć.
-Dbam o twoje bezpieczeństwo.
-Nie odzywając się do mnie? Zachowujesz się tak jak przed naszym wyjazdem z Nowego Jorku. Odsuwasz mnie od siebie. - Sięgnęłam do apteczki po plaster. Przez chwilę patrzyłam na swoje dłonie. Ujrzałam rękę Fabiana na nich.
-Nigdy nie zrobiłbym tego z własnej woli. - Spojrzałam w jego oczy.
-A więc coś jest na rzeczy? - Zabrałam ręce. Chciałam przykleić plaster do rany, gdy brunet wypuścił powietrze z płuc.
-Nie mogę ci tego powiedzieć.
-Dlaczego? - Kilkakrotnie gładziłam plaster.
-Nie chcę wplątywać cię w niebezpieczeństwo.
-Serio? Jestem objęta programem ochrony świadków przez zabójcę, który na mnie poluje, a psychopata chce mieć mnie tylko dla siebie. Gorzej już chyba być nie może.
-Uwierz, może. Nie chce by przeze mnie coś ci się stało.
-Wiem, że przy tobie nic mi się nie stanie.
-Gdyby to było takie proste. - Dotknął mojego policzka, a jego twarz zbliżała się do mojej. Po sekundzie zmienił zdanie. Odsunął się, zabrał dłoń i odwrócił wzrok.
-Nie powiesz mi nic więcej na ten temat, prawda?
-Tak. - Po chwili ciszy dodał. - Będziesz spać z tyłu, Rozłożę ci siedzenie. Będzie ci wygodniej. - Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy wyszedł z samochodu. Po chwili bagażnik otworzył się, a tylne siedzenie zaczęło się rozkładać. Ten samochód może chyba wszystko.
   Fabian usiadł za kierownicą i podał mi koc.
-Nie będę spać z tyłu.
-Miałaś cały dzień nogę na dół. Kostka pewnie spuchła. Musisz ją podnieść.
-Po pierwsze nie zasnę z tyłu. Po drugie kostka prawie mnie nie boli.
-Prawie? Ale jesteś uparta. Daj nogi.
-Co?
-Wystawisz stopy na moje nogi.
-Jesteś pewien?
-Tak. - Oparłam się plecami o szybę. Wyprostowane nogi oparłam o Fabiana. Brunet zaczął ściągać mi buty.
-Mówiłem, ze spuchła. - Pomógł mi okryć się kocem i nacisnął jakiś guzik znajdujący się na kierownicy. Szyby zaczęły się przyciemniać.
-Na prawdę? - Spytałam.
-No co? Nie lubię gdy ktoś mnie obserwuje.
-Czyli ja też mam odwrócić wzrok?
-Zrobię wyjątek. - Uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów. Pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam u niego ten prawdziwy uśmiech. - Idź już spać.
-Dobrze tatusiu. - Oparłam głowę o siedzenie i... i nic. Jakich odruch we mnie powodował, że otwierałam oczy.
   Spojrzałam na Fabiana. W półmroku jego twarz nie była wyraźna. Siniaki zniknęły, a rany były ledwo widoczne.
   Nagle do mojej głowy powróciło wspomnienie. Jego ciepłe, miękkie usta na moich, jego dłonie na moich odkrytych plecach, otaczająca nas muzyka i tłum nieświadomych niczego ludzi. Może  nadszedł czas, by powiedzieć mu o tym?
-Fabian śpisz? - Spytałam szepcąc, gdyby jednak spał.
-Nie.
-Mogę cię o coś spytać?
-O co chodzi? - Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym zainteresowania.
-Pamiętasz tą imprezę, na której byliśmy jakiś miesiąc temu?
-Tak. - Zmarszczył brwi.
-Ja wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale to nie daje mi spokoju. Wtedy, następnego dnia, powiedziałam ci, że nic nie pamiętam. To nie była w 100% prawda.
-O czym ty mówisz? - Nuta strachu wkradła się do jego głosu.
-Powiedziałam ci, że nic nie pamiętam co nie jest prawdą w pewnym stopniu. Nic nie pamiętam od... - No dalej Nina dasz radę. Powiedz mu to. - Od pocałunku. Do tego czasu wszystko pamiętam.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Przez kilka sekund pomyślałam, że mówi to jakby miał mi wszystko za złe. Później zdałam sobie sprawę, że nie tylko ja coś ukrywam.
   Zabrałam swoje nogi i usiadłam po turecku. Kostka ograniczałam moje ruchy.
-A dlaczego ty o tym nie wspomniałeś? - Spytałam, starając się nie pokazywać żadnych uczuć.
-Po prostu nie znalazłem odpowiedniej sytuacji.
-Przestań unikać odpowiedzi. Rozumiem gdy nie chcesz powiedzieć mi czegoś związanego z pracą, ale chyba w tej sprawie możesz być szczery.
-Dobrze. Nie powiedziałem ci, bo pomyślałabyś że wykorzystałem sytuację. Byłaś pijana i każdy facet z tego klubu oglądał się za tobą. Chcieli zaliczyć kolejną łatwą pijaną dziewczynę...
-Nigdy bym tak nie pomyślała i dobrze o tym wiesz. - Spojrzałam w jego oczy widząc w nich troskę i strach.
-Jest też inny powód.
-Jaki? - Spytałam ze zdziwieniem.
-Gdyby mój szef się o tym dowiedział oddaliłby mnie od tej sprawy. Na początku miałaś dostać kogoś innego, ale zgłosiłem się, bo uznałem że ze znajomą osobą będziesz się lepiej czuć. Później dowiedziałem się o Trevorze. Dopóki mogę cię chronić nikomu nie pozwolę zająć mojego miejsca. Tylko w taki sposób będę miał pewność, że jesteś bezpieczna. - Nasze twarze z każdą sekundą były coraz bliżej siebie, lecz dzielący nas dystans wciąż był spory.
-Nie chcę by coś ci się stało. Za bardzo mi na tobie zależy. Nie chcę cię stracić, więc ukrywam to co może ściągnąć na ciebie niebezpieczeństwo. - Trzymał moją dłoń w swoich, masując opuszkami palców jej wierzch. - Choćbym chciał nie mogę się do ciebie zbliżyć, bo wtedy pewne osoby wykorzystają ciebie, by mnie dopaść. Chcę żebyś coś wiedziała, bo później mogę nie mieć na to okazji. Zależy mi na tobie i to bardzo. Ten ciągły dystans, który muszę utrzymać doprowadza mnie każdego dnia do szaleństwa, ale nie mam wyjścia. Wolę być była bezpieczna beze mnie niż w niebezpieczeństwie, ale przy mnie.
-Fabian ja... - Nie wiedziała co powiedzieć. Tak bardzo chciałam, żeby mnie objął, pocałował. Nie tylko on to czuł. Ja też każdego dnia spędzałam z nim czas udając przyjaciółkę, chodź chcę być kimś więcej. Zależy mi na nim, a może nawet go kocham, ale ciągłe unikanie tematu nie pomaga mi w pełni mu zaufać.
-Nie musisz nic odpowiadać.
-Ale chce. - Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go. Przez kilka sekund oddawał moje pocałunki, lecz później odsunął się i odwrócił głowę.
-Nina nie...- Chwyciłam jego twarz i sprawiłam by patrzył bezpośrednio w moje oczy.
-Też mi na tobie zależy. Gdy dziś rano cię ujrzałam myślałam, że serce mi pęknie. - Chwyciłam go za dłoń.
-Nie możemy.
-Chcę zaryzykować.
-Ale ja nie będę ryzykować twoim życiem.
-Tylko, że ja dłużej tak nie wytrzymam.- Nasze czoła stykały się a usta dzieliły centymetry. Czułam jego ciepły oddech na policzkach. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i pocałowałam go. Znów odsunął się, lecz tym razem odległość między nami nie była duża.
MUZYKA(Mała rada. Jeśli muzyka skończy się zanim dojdziesz do końca puść ją jeszcze raz dla lepszego efektu)
-Nikt nas nie widzi. - Widziałam po oczach, że walczy ze sobą, lecz poddał się i złożył pocałunek na moich ustach. W końcu w pełni poczułam smak i miękkość jego ust. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Usiadłam na jego kolanach oplatając ręce wokół niego. Tęskniłam za nim mimo, że widziałam go codziennie. Dziwne co? Widzisz kogoś przez cały czas, lecz dopiero gdy jesteś tak blisko niego zdajesz sobie sprawę jak bardzo za nim tęsknisz.
   Delikatne pocałunki zmieniały się w namiętne, spragnione dotyku drugiej osoby. Poczułam jego ciepłe dłonie wsuwające się pod mój sweter. Moje ciało owładnęły dreszcze wywołane przyjemnością. Przymknęłam oczy i odchyliłam szuję, gdy brunet zaczął muskać ustami moją szyję. Ciało reagowało na każdy dotyk. Zaczęłam odpinać guziki w koszuli Fabiana.
-Zaczekaj. - Jego oddech był przyspieszony. Chwycił mnie za dłonie. - Jesteś pewna, że tego chcesz po tym co zrobił ci Trevor? - Kiwnęłam twierdząco głową. - Błagam cię zastanów się. Chcesz pakować się w to wszystko? - Czułam jak bardzo mnie pragnie, a mimo to postawił mnie na pierwszym miejscu.
-Jestem tego pewna. Nie chcę cię z tym zostawić czymkolwiek to jest. Chcę być przy tobie niezależnie od tego co może lub nie może mi się stać. Kocham cię i nie chcę cię stracić. - Nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam wypowiadając te słowa tak wczas, ale z każdą minutą byłam tego coraz bardziej pewna.
-Nie zasługuje na ciebie. - Po tych słowach pocałował mnie namiętnie. Położył swoją dłoń na moim karku odchylając moją głowę do tyłu, pogłębiając przy tym pocałunek.
-Może jednak chodźmy do tyłu. - Zaproponowałam gdy jego usta znów znalazły się na mojej szyi, a oddech łaskotał moje ucho.
-Dobry pomysł. - Przeszłam między siedzeniami do tyłu odczuwając lekkie ukłucie w kostce. Fabian musiał wyjść z samochodu.
   Po chwili leżał na mnie i obdarowywał swymi pocałunkami i pieszczotami. Zdjęłam jego koszulę i wtedy poczułam jak jego mięśnie napinają się.
-Boli cię coś? - Spytałam z troską. Widocznie oberwał nie tylko w twarz.
-To nic wielkiego. Łagodzisz każdy mój ból. Jesteś dla mnie lekarstwem. - Wtedy zdjął ze mnie sweter. Gładziłam dłońmi jego umięśniony tors, z którego emanowało ciepło. Moje ciało coraz mocniej reagowało na jego bliskość i dotyk. Pragnęłam go tak mocno.
   Rutter przeniósł się na moją klatkę piersiową. Zatopiłam dłonie w brązowych włosach, które z każdym ruchem łaskotały moje ciało. Czułam jak schodzi niżej zatrzymując się na pępku. Zajął się moim ozdobnym paskiem do spodni, by po chwili je zdjąć. Przez kilka sekund poczułam się dziwnie. Po tym co zrobił mi Trevor nie sądziłam, że będę na to gotowa, ale w tej chwili chce tego.
   Miedzy pocałunkami rozpięłam guzik jego spodni i rozporek.
   Leżeliśmy na sobie pełni napięcia i pożądania. Tylko nasza bielizna stanowiła barierę. Czułam jego męskość na udach co doprowadzało mnie do szaleństwa. Palce Fabiana gładziły moje plecy w poszukiwaniu zapięcia od biustonosza. Gdy je znalazł spojrzał w moje oczy. Uśmiechnęłam się, gdy ujrzałam szczęście w jego oczach.
   Dotknęłam jego policzka, gdy leżałam pod nim całkiem naga. Ściągając swoje bokserki Fabian musnął palcami moje udo. Fala ciepła uderzyła mnie powodując większe podniecenie. Rutter założył prezerwatywę i opadł na moje ciało. Czułam jego bliskość, która drażniła moją kobiecość. Oczekiwanie było nie do zniesienia.
-Czujesz to? Powodujesz, że wariuje. - Szepnął przygryzając lekko płatek ucha. - Sprawiasz, że nie mogę znieść ciągłego dystansu. - Jego szepty i dotyk potęgowały moje odczucia. Był przy mnie. Czułam jego delikatny dotyk drażniący wrażliwe miejsce. - Twoja bliskość to to czego pragnę najbardziej. - Jego palce gładziły mój bok wywołując gęsią skórkę. - Gdy cię widzę myślę tylko o tobie. - Wszedł we mnie, lecz wyszedł jeszcze szybciej.
-Fabian... - Z mojego gardła wydobył się szept, w którym chciałam wyrazić to co ze mną zrobił. Doprowadził mnie na skraj. Zarzuciłam nogi na jego biodra chcą przysunąć go bliżej, lecz nie wykonał żadnego ruchu. Dłużej tego nie wytrzymam.
-Kocham cię. - Szepnął i wszedł we mnie. Zacisnęłam palce na jego plecach czując fale przyjemności i ulgi przechodzące przez moje ciało. Poruszał się wolno potęgując doznania. Nasze oddechy stały się szybsze, a z mojego gardła co jakiś czas wydobywał się cichy jęk.
   Po wszystkim ułożyłam głowę na klatce piersiowej Fabiana. Znów napiął mięśnie. Podniosłam się szybko.
-Spokojnie, połóż się. - Powiedział spoglądając głęboko w moje oczy.
-Jesteś pewien?
-Tak. - Najdelikatniej jak mogłam ułożyłam się w poprzedniej pozycji. Brunet okrył nasze ciała kocem. Mimo panującej wichury na zewnątrz ten cienki koc był idealny. Ciepło naszych ciał wystarczało. Objęłam go w pasie i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi moje plecy.
   Od dawna nie czułam się tak dobrze przy kimś. Zapomniałam już co to znaczy, gdy ktoś dba o ciebie, martwi się najmniejszym skaleczeniem. Zapomniałam jak to jest mieć przy sobie kogoś kogo kochasz ze wzajemnością. Teraz, w tej chwili byłam szczęśliwa. Pierwszy raz nie żałowałam tego co mnie spotkało, bo dzięki tym wydarzeniom byłam z ludźmi, na których mi zależy. Nie ważne co czeka mnie w przyszłości, będę cieszyć się chwilą obecną. 
---------------------------------------------------------------------
 O fiu fiu. Się narobiło w tym rozdziale. Osoby chcące pocałunek Fabiny mają coś więcej.
  Jak widać, dzisiaj przeważają dialogi (tak myślę). Chciałam by w końcu wyjaśnili sobie co nie co :)
   Przepraszam za jeden dzień opóźnienia. Dodałabym ten rozdział wczoraj, ale... Przyznam się. W sobotę kuzynka miała osiemnastkę no i wczoraj miałam lekkiego kaca. Mój umysł nie był w stanie nic wymyślić, ale za to dziś siedziałam długo, wytężałam umysł i dodałam:)
    Jak napisałam na początku nie osądzajcie mojej psychiki za dzisiejszy rozdział. Ze mną wszytko w porządku (chyba).
     W sumie nawet podoba mi się ten rozdział. Wspólne chwile Fabiny miałam dać kiedy indziej, no ale tak jakoś wyszło.  Bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem i nic na to nie poradzę.
      A wy co o tym wszystkim sądzicie?
       Czekam na wasze opinie ;)

Karen

czwartek, 9 kwietnia 2015

[10] "Kogo my tu mamy?"

Witam. Na wstępie chciałabym wam coś przekazać. Ten rozdział dedykuje Natalii Pisarce, która z niecierpliwością czekała na kolejną część. O to ona :) Miłego czytania.

Ps miałam drobne problemy z opublikowaniem tego rozdziału, więc przepraszam za jakieś błędy, ewentualne urwane wyrazy czy coś podobnego.

-----------------------------------------------------------------------


~Amber~
   Siedziałam z Masonem na tarasie podczas gdy Nina rozmawiała z Fabianem w salonie. Nareszcie odważyła mu się o tym powiedzieć. Może jemu uda się złapać Trevora.
-Nie jest ci zimno? - Spytał mnie Mason.
-Trochę. - Brunet zrobił mi miejsce na swoim leżaku. Usiadłam miedzy jego nogami i oparłam się o niego plecami. Objął mnie dając mi swoje ciepło. Uśmiechnęłam się, gdy poczułam bicie jego serca.
Nigdy nie wierzyłam w to, że można kogoś pokochać tak mocno w tak krótkim czasie. Byłam szczęśliwa mając go blisko siebie.
-Powiesz mi co z Niną? - Mason splótł nasze ręce. Opowiedziałam mu co ją spotkało. - To niewiarygodne, że taki człowiek wciąż jest na wolności.
-Gdy Nina przyjechała tutaj zostawiłyśmy policji anonimową wiadomość, lecz nigdzie nie mogli go znaleźć. Jakby rozpłynął się w powietrzu.
-Za to my go znajdziemy. – Pocałował mnie w czoło i objął jeszcze mocniej.

~Nina~
    Zaczęłam zastanawiać się czy dobrze postąpiłam mówiąc mu o tym. Co jeśli coś mu się stanie? Fabian jest przeszkolonym policjantem, ale Trevor jest psychopatą. Nie darowałabym sobie, gdyby coś mu się stało.
-Fabian, ja... - Dłoń bruneta starła potok łez płynący po moim policzku.
-Cii. - Nie mówiąc nic więcej, po prostu mnie objął i pozwolił mi płakać w jego ramię. 
   Gdy uspokoiłam się poczułam się lepiej. Fabian poznał mój największy sekret, teraz nie musiałam udawać i uważać na swoje słowa.
-To może teraz zjadłabyś śniadanie? - Brunet spytał mnie po chwili.
-A jest coś dobrego?
-Możemy to przedyskutować, ale wiesz coś za coś. - Zorientowałam się, że brązowooki stara się poprawić mi humor. Amber miała rację. On nie będzie mnie osądzał. On mnie rozumie. Nie powiedział mi tego, ale w jakiś sposób byłam tego pewna.  
-Ale ja nic nie mam. - Starałam się wyglądać na skromną i biedną osobę.
-Tym razem ci podaruje. - Obdarzył mnie swoim uśmiechem i udał się do kuchni. Powoli wstałam z sofy i zamierzałam pójść za nim gdy poczułam jak ktoś mnie podnosi.
-A pani gdzie się wybiera? - Nie miałam pojęcia jakim cudem Fabian tak szybko znalazł się za mną.
-Miałam zamiar ci potowarzyszyć. - Brunet ruszył w kierunku pomieszczenia. - Wiesz, że nie musisz mnie nosić, prawda?
-Wiem. - Znów ujrzałam jego białe zęby. 
   Postawił mnie przed krzesłem. Trzymając jedną nogę w górze, chwilowo straciłam równowagę. Fabian przysunął się do mnie, podtrzymując mnie. Patrzyliśmy w swoje oczy nie wykonując żadnego ruchu.
Wtedy usłyszałam odgłos zamykanych drzwi tarasu. Odwróciłam wzrok, jednocześnie odsuwając się od cudnych brązowych oczu. Przez mniej niż sekundę ujrzałam rozczarowanie w jego oczach. Czyżby Amber znów miała rację? 

    Słońce świeciło dając upragnione ciepło. Niestety z powodu bolącej nogi zostałam uziemiona w salonie na kanapie. Amber i Mason cieszyli się sobą, spędzając dzisiejszy dzień na plaży. Cieszyłam się, że mają siebie. 
   -Co sądzisz o tym filmie? - Spytał Fabian pokazując jeden z filmów ze swojej kolekcji. Wcześniej mówiłam mu, że jeśli chce może iść, ale upierał się by zostać.
-Może być. - Uśmiechnęłam się. Film ,,Szybcy i wściekli" jest znany. Kilkakrotnie widziałam go w telewizji. Policjant starający się złapać przestępców, udaje się na nielegalne wyścigi samochodowe. Tam poznaje ludzi, którzy stają się dla niego rodziną. Tam zakochuje się w siostrze swojego kumpla. Na końcu, nie zważając na konsekwencję zdradza policję i pomaga rajdowcom. Takie rzeczy nie zdarzają się w prawdziwym życiu.
    Po włączeniu filmu Fabian usiadł obok mnie z miską popcornu. 

   Siedziałam sama w salonie oglądając jakiś film. Nie pamiętam, by Fabian wychodził lub zmieniał film. Co dziwne moja kostka była cała. Nie było opuchlizny, ból zniknął. Coś mi się tutaj nie podoba.
- Fabian? - W odpowiedzi usłyszałam ciszę. - Fabian to nie jest śmieszne - Rozejrzałam się na parterze. Pusto. Powoli zaczęłam wchodzić po schodach. Na ich szczycie ujrzałam kilka kropel krwi.
-Co tu się dzieje? - Spytałam sama siebie. Szłam za kroplami krwi, które tworzyły coraz większe skupiska. Weszłam do swojego pokoju. To co ujrzałam... Miałam ochotę uciec, ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Na środku pokoju leżał Fabian w kałuży krwi. Widok był okropny. Upadłam przy nim i zaczęłam płakać. Jak do tego doszło? I kiedy? Przecież cały czas... Wtedy to sobie uświadomiłam. To był sen. Szybko stanęłam na nogi i chciałam wyjść gdy ktoś zastawił mi drogę.
-Nie tak prędko. Spójrz na niego. To przez ciebie umarł. - Trevor zaczął zbliżać się do mnie.
-Nie. To nie jest prawda. To tylko sen. - Nina, do jasnej cholery, obudź się.
   Ujrzałam jak coś błyszczy w ręce blondyna. Nina no dalej.  Nagle moim ciałem zawładnął paraliż. Nie mogłam poruszyć nawet najmniejszym palcem. Nóż zaczął zbliżać się w moim kierunku.
-Ty będziesz następna. - Trevor powiedział to tak jakby było to moim marzeniem.
- To tylko sen. To tylko sen. - Te trzy słowa powtarzałam jak mantrę, która miała mnie ocalić. Wtedy poczułam ostrze wbijające się w mój brzuch.
-Nie!  -  Krzyknęłam uświadamiając sobie, że leże na swoim łóżku. Odetchnęłam z ulga. Obudziłam się, ale ból po nożu pozostał. Chwyciłam za swój brzuch chcąc pozbyć się okropnego uczucia.
-Nareszcie się obudziłaś. - Spostrzegłam, że Amber siedzi obok mnie. - Wystraszyłaś mnie. Zaczęłaś się wiercić. Chciałam cię obudzić, ale nic nie działało. Już miałam zawołać Fabiana.
   Drzwi otworzyły się z trzaskiem, a w nich pojawili sie Fabian i Mason. Mimo panującej ciemności w ich dłoniach zauważyłam broń. Byli gotowi na wszystko.
- Wszystko w porządku? - Spytał Fabian po dokładnym obejrzeniu pokoju.
-Tak. Przepraszam was. Miałam zły sen. Nie chciałam was obudzić.
-Nic się nie stało. Ważne, że jesteście bezpieczne. - Fabian posłał mi uśmiech i wyszedł za Masonem.
-Chcesz o tym pogadać? – Blondynka chwyciła moją dłoń.
-Nie teraz. - Obróciłam się na bok i wpatrywałam się w niebo pełne gwiazd.
   Po godzinie sen nie nadchodzić. Za każdym razem gdy zamykałam oczy widziałam Cook'a lub Fabiana martwych.
   Powoli zeszłam na dół po schodach. Noga wciąż bolała, ale nie było aż tak źle. Księżyc dawał wystarczająco światła, bym mogła ujrzeć salon. Idąc w kierunku kuchni, mój wzrok zatrzymał się na Fabianie. Spał na materacu, a jego zawsze ułożone włosy były w nieładzie. Uśmiechnęłam się na ten widok. Na co dzień twardy, porządny policjant, a w tej chwili rozczochrany, słodki mężczyzna.
   Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej karton mleka. Podobno pomaga w zasypianiu.
   Pijąc zimny napój patrzyłam na spokojny ocean i odbijający się w nim srebrno-biały ,,talerz". Wszystko wydawało się być takie spokojne, pozbawione energii. Tylko gałązki niektórych drzew były poruszane przez delikatny wiatr.
-Nie możesz spać? - Wystraszyłam się męskiego głosu.
-Tak jakby. - Mason zbliżył się w moim kierunku.
-Amber powiedziała mi o Trevorze. Nie miej jej tego za złe.
-Nie mam. Zbyt długo ukrywałyśmy tą historię. Trevor musi w końcu zapłacić za to co zrobił.
-Znajdziemy go. - Moje usta wykrzywiły się w lekki uśmiech, gdy w umyśle powstał obraz blondyna za kratami.
-Nie miałam okazji ci tego wcześniej powiedzieć. Dziękuje ci.
-Za co? - Spytał zdziwiony.
-Jesteś przy Amber, chronisz ją, a ona jest szczęśliwa, Widać jak bardzo cię kocha.
-Też ją kocham
-To też widać. - Kolejny raz uśmiech zagościł na naszych twarzach. Nagle jego wyraz twarzy zmienił się.
-Coś nie tak?
-Nie, wszystko okej. Idź już spać.
-Nie. Posiedzę jeszcze chwilę. Za to ty idź do Amber. Z pewnością się ucieszy.
-A ty?
-Jak będę chciała się położyć to mam kanapę. No idź, dam sobie radę. - Dodałam widząc wątpliwość w jego oczach.
-Jesteś wielka. - Cmoknął mnie w policzek i poszedł na górę. Dopiłam szklankę mleka i usiadłam na sofie. Nogę wystawiłam na pobliski fotel, okryłam się kocem i podziwiałam spokój na zewnątrz.    

    Rankiem obudził mnie ból kostki. Maść przeciwbólowa przestała działać, do tego złapał mnie skurcz. No świetnie.
   Próbowałam wstać, lecz gdy poruszyłam nogą, ból się nasilił. Odruchowo ścisnęłam koc.
-Mason co z ciebie taki ranny ptaszek? - Odezwał się Fabian zaspanym głosem. Wzięłam głęboki oddech.
-Nina? Co tutaj robisz tak wcześnie? - Spojrzałam na cyfrowy zegarek stojący na komodzie. 4:33. Po chwili Fabian usiadł obok mnie.
-Co się stało? - Spytał, widząc moją minę. Dopiero wstał, a w jego oczach było widać czujność.
-Kostka mnie boli. Skurcz. - Brunet usiadł na szklanym stoliku na przeciwko mnie. Delikatnie położył moją nogę na swoich.
-W którym miejscu?
-Palce. - Jego ciepłe palce zaczęły masować moją zimną stopę.
   Po chwili byłam rozluźniona, a ból po części ustąpił.
-Gdzie masz tą maść, którą przepisał ci lekarz?
-Nie musisz...
-Gdzie ją masz? - Nie dawał za wygraną.
-W pokoju na stoliku nocnym. - Rutter wstał z zamiarem udania się na piętro. - Nie chodź tam.
-Dlaczego? - Zatrzymał się w pół kroku.
-Mason jest z Amber.
-Co? Co on... - Fabian był wyraźnie zdziwiony.
-Nie mogłam spać, więc przyszłam się napić. On też nie spał, więc porozmawialiśmy chwilę. Później kazałam mu iść do niej, by spędzili trochę czasu sami.
-Kazał ci spać na kanapie?
- Nie. Sama chciałam z dwóch powodów. Jednym była Amber, a drugim schody. Nie miałam ochoty wspinać się po nich o 1:00 w nocy. A poza tym, ta kanapa jest o wiele wygodniejsza.
-Mogłaś mnie obudzić. Zaniósłbym cię lub posiedziałbym z tobą tutaj. - Usiadł obok mnie, a nasze ramiona stykały się.
-Nie miałam serca cię budzić. Tak słodko spałeś.
-Obserwowałaś mnie?
-Wiesz, nie codziennie mam okazje zobaczyć rozczochraną wersję ciebie. - Nasz śmiech rozniósł się po salonie, a Fabian zaczął poprawiać włosy.

~Fabian~
   -Nie musisz ich poprawiać. W takich też ci do twarzy. - Wpatrywaliśmy się w swoje oczy w ciszy, którą zakłócały tylko nasze oddechy. Miałem ochotę ją pocałować. Móc znów poczuć jej delikatne usta na moich.... Nie mogłem tego zrobić. Nie w naszej sytuacji. Nie gdy wyznała mi prawdę. Mason sporo ryzykuje będąc z Amber, ale rozumiem go. Z chęcią zrobiłbym to samo nie zwracając uwagi na konsekwencję. Jak nasze czyny z przeszłości mogą wpłynąć na teraźniejszość...
   Zadzwonił budzik odrywając nasze spojrzenia od siebie. Nina chrząknęła, a ja spojrzałem na zegarek. Godzina 5:00 nadeszła szybciej niż się tego spodziewałem.
-Macie nastawiony budzik? Po co?
-Od 5:00 trenujemy. Gdy jeden z nas idzie biegać, drugi stoi na warcie i pilnuje was.
-I robicie to codziennie?
-Tak, taki zawód. Idę obudzić Masona.
-Zaczekaj. Czy ja też mogłabym ćwiczyć z wami?
-Co masz na myśli?
-Chcę nauczyć się obrony. Nie chcę by powtórzyła się sytuacja z plaży. - Chwilę zastanowiłem się nad tym. Nie uważałem tego za dobry pomysł, chodź z drugiej strony Nina poczułaby się bezpieczniej.
-Porozmawiamy o tym, gdy z twoją kostką będzie lepiej. 

   Jak zwykle zacząłem bieg jako pierwszy. Poruszałem się tą ścieżką co zwykle. Mimo kaptura na głowie moje pole widzenia było dobre. Omijałem drzewa i wystające korzenie. Po dwóch kilometrach zatrzymałem się by wyrównać oddech. Jakiś ruch z lewej strony przykuł moją uwagę. Zmrużyłem oczy starając się dostrzec co kryje się w cieniu. Po chwili ujrzałem postać zmierzającą w moim kierunku. Moje mięśnie napięły się automatycznie. 
-Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - Chwila, znam ten głos.
-Devon. Co ty do jasnej cholery tutaj robisz? - Mężczyzna wyszedł z cienia. W tej chwili w pełni ujrzałem jego postać. Jak zwykle był w swoim czarnym długim płaszczu i eleganckich butach.
   Nie usłyszałem odpowiedzi, więc postanowiłem coś dodać.
-Widzę, że odzyskałeś swoje ciuszki gdy wyszedłeś z paki. Ach... mogłem się nimi zająć gdy przeszukiwaliśmy twój dom 5 lat temu.
-Uważaj co mówisz. Ja i moi znajomi jesteśmy cierpliwi, ale do czasu. - Wtedy zza drzew wyłoniły się kolejne sylwetki.
-Widzę, że wszędzie chodzisz ze swoim gangiem.
-W końcu to moi przyjaciele, którzy mnie nie zdradzili. Za to ty znalazłeś sobie nowe towarzystwo. Co to za dwie dziewczyny, które z wami przyjechały. - Skąd on o tym wiedział? Nie podoba mi się, że rozpoczął ten temat. Muszę uważać na słowa. Jeden błąd...
-Nikt ważny.
-Do prawdy? Dziś rano z tą brunetką? No nie wyglądaliście jakbyście się nie znali. A Mason i ta blondi... no no. Nieźle się porobiło przez ten czas. - Cholera. Obserwował nas. Nie dobrze.
-Trzymaj się od nich z daleka. - Warknąłem.
-O proszę. Jednak coś dla ciebie znaczy.   
-Spróbuj ją tylko tknąć, a... - Ruszyłem w jego kierunku. Kilku kolesi od razu zareagowało. Złapali mnie za ramiona metr przed nim.
-A co? Znów wpakujesz mnie do kicia? Teraz nie masz na mnie nic, a ja jestem ciekaw czy twoja koleżanka wie o tobie wszystko. - Spojrzał na mnie. Milczałem. Gdybym mógł zabić wzrokiem wszyscy leżeli by już martwi. - Czyli ukrywasz przed nią przeszłość. Nie ładnie. Trzeba ją poinformować z kim się zadaje. - Zacząłem się szarpać. Na nic. Sam nie dam rady z nimi. - A tobie dam nauczkę. Zacznę od czegoś łagodnego. Chłopcy... - Odsunął się na kilka metrów. Inny mężczyzna podszedł i wymierzył mi prawy sierpowy. Poczułem metaliczny posmak w ustach. Następny cios nastąpił kilka sekund później. Tym razem był wymierzony w brzuch. Ci co mnie trzymali, puścili, a ja skuliłem się z bólu. Ktoś mnie popchnął. Straciłem równowagę i upadłem. Tym razem ból był o wiele mocniejszy. Ktoś nosi na prawdę ciężkie buty.
-Wystarczy. - W mgnieniu oka napastnicy odsunęli się ode mnie. Powoli próbowałem wstać. Niedaleko mojej twarzy ujrzałem elegancki but. Splunąłem krwią.
-Poplamiłeś mi but. Zapłacisz za to. Wiedz, że to dopiero początek. Z Killersami się nie zaczyna.
   Czyjaś pięść wylądowała na mojej twarzy. Upadłem widząc tylko ciemność.  

--------------------------------------------------------------
O to jestem z kolejną częścią ( co napisałam już we wstępie. Nie ważne...)
Strasznie was przepraszam za takie opóźnienie, ale jestem chora i nadrabiam. Piszę jak szalona. To chyba jeden z najdłuższych rozdziałów jakie do tej pory pisałam. Siedziałam nad nim kilka godzin, bo bloger miał problem z zapisaniem treści. Ja to mam szczęście. No nic. Kombinowałam i dałam radę :)
A teraz.... ważna sprawa. Nasz licznik odwiedzin przekroczył 1000! Jak dzisiaj weszłam na bloga to byłam mega szczęśliwa, aż zachciało mi się pisać o 8;00 nad ranem :)
Chciałabym was poprosić o komentarze z opinią. Co o tym opowiadaniu sądzicie? Czy macie jakieś sugestie? Piszcie śmiało :)
Miałam coś jeszcze napisać, ale nie pamiętam co.... Ach nie ten wiek.

Miłego:)
Karen


piątek, 3 kwietnia 2015

Święta Wielkanocne

Witam was. Z góry chcialabym przeprosic, bo nie jestem pewna czy wyrobie się z dokończeniem rozdzialu. Przepraszam też za ewentualne błędy, bo piszę na telefonie.

Przechodząc do tematu życzę wszystkim czytelnikom szczęśliwich świąt, smacznego jajka, mokrego dyngusa, duzo radości i chwil spędzonych z rodziną. Ponieważ pogoda jest jaka jest to życze wam dużo śniegu za oknem ;-) ale także życze pełno słonecznych dni.


Ps. Dziękuje wam za ciągle rosnący licznik odwiedzin. Kocham was <3.

Dobranoc ^^
Karen

środa, 1 kwietnia 2015

[9] "Wszystko zaczęło się..."

~Fabian~
   Biegłem ile sił. Każdy metr pokonywałem sprintem. Nagle w oddali ujrzałem dwie osoby leżące na piasku. Do moich uszu dobiegł krzyk Niny. Odległość 30 metrów pokonałem w przeciągu 5 sekund. Widząc stan Niny i tego gościa, ogarnęła mnie furia. Odepchnąłem tego dupka jak najdalej okładając go pięściami.
-Fabian... - Zapłakany głos dziewczyny pomógł mi się opanować. Gdy odwróciłem wzrok od uciekającego mężczyzny w pełni ujrzałem stan brunetki. Rozmazany makijaż, rozpięty mokry płaszcz, potargany podkoszulek. Bez zastanowienia podszedłem do niej i objąłem ją.
-Już jesteś przy mnie. - Czułem jak Nina wtula się we mnie. Po chwili zdjąłem sweter, pozostając w podkoszulku, i dałem go niebieskookiej.
-Zdejmij płaszcz. W tym będzie ci cieplej. - Wciąż siedząc na piasku zrobiła to o co ją poprosiłem. Próbowała wstać, widziałem ból na jej twarzy.
-Zrobił ci coś?
-Nie. Gdy biegłam źle stanęłam na piasku i boli mnie noga. - Nie zadając więcej pytań wziąłem ją na ręce i ruszyłem w kierunku domu.

   Przechodząc przez próg usłyszałem głos Masona i Amber dobiegający z kuchni. Zamknąłem drzwi kopniakiem i udałem się do salonu. Poczułem jak Nina ściska mój podkoszulek w dłoni.
-Mój Boże, co się stało? - Amber jako pierwsza stanęła przy nas. Położyłem brunetkę na sofie.
-Musimy jechać do szpitala.
-Nic mi nie jest.
-Nie możesz stanąć na nogę. Lekarze też sprawdzą czy ten gnojek ci czegoś nie zrobił. - Ujrzałem przerażone spojrzenie blondynki skierowane na Ninę.
-Fabian... - zaczęła brunetka.
-Słuchaj, jeżeli będę musiał to zaciągnę cię tam siłą, a Amber mi pomoże. Szpital jest za lasem. To niedaleko stąd.
-Dobrze, ale najpierw muszę wziąć prysznic. - Próbowała wstać. Nie mogłem patrzeć jak się męczy, więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki. Po chwili usłyszałem szum wody. Usiadłem na pobliskim fotelu i zawołałem Amber.
-Amber widziałem jak porozumiewacie się z Niną tymi spojrzeniami. Wiesz coś? - Spytałem gdy blondynka usiadła obok mnie.
-Nina powinna ci to powiedzieć. - Z łazienki usłyszałem płacz.
-Jak znajdę tego gnojka to zabiję go gołymi rękami.

~Nina~
   Był już wieczór gdy wracaliśmy ze szpitala. Okazało się, że to zwykłe stłuczenie.
   Powoli dokuśtykałam z samochodu do salonu. Schody były większą przeszkodą, więc Fabian zaniósł mnie do pokoju.
-Pamiętaj co mówił lekarz. Nie możesz przemęczać nogi. - Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się.
-Mógłbyś zawołać Amber?
-Jasne.
   Po chwili moja przyjaciółka siedziała obok mnie.
-Jak się czujesz? - Spytała
-Dobrze. Noga już tak nie boli. Te okłady, które przepisał mi lekarz zaczynają działać
-Wiesz, że nie o to pytałam.
-A jak mam się czuć. Trevor mnie znalazł. Nie mam pojęcia jak mu się to udało. Robiłam wszystko by ,,zniknąć''. Do tego... Kolejny raz staram się o tym zapomnieć, ale nie wychodzi mi to zbyt dobrze.
-Słuchaj, powinnaś powiedzieć Fabianowi o nim.
-Nie. To przeszłość i nie chce jej sprowadzać do teraźniejszości. Poza tym co on sobie o mnie pomyśli.
-Nina, sama mówiłaś, że Trevor cię znalazł. Dobrze wiesz, że jest nieobliczalny. A Fabian nie będzie cię osądzać za to co zrobiłaś. Zrobiłaś to by uciec od niego. Jestem pewna, że Fabian będzie chciał ci pomóc. Widziałam jego reakcje gdy widział cię w takim stanie. Wyglądał jakby chciał zabrać od ciebie cały ból i smutek.
-Wydawało ci się. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Sam to powiedział.
-Natomiast mi powiedział, że chce dopaść Trevora za to co ci zrobił. Gdy brałaś prysznic, czekał przed drzwiami by ci pomóc gdy skończysz. Słyszał jak płaczesz i był wściekły na siebie, że pozwolił cię skrzywdzić. Zależy mu na tobie i to bardzo. Nie powinnam ci tego mówić, bo nic nie pamiętasz z tego wieczoru. Wtedy, na imprezie, całowaliście się i nieźle między wami iskrzyło.
-Pamiętam.
-Jak? Fabian mówił...
-Nie mówiłam mu, że pamiętam.
-Dlaczego?
-Chciałam sprawdzić co o tym sądzi, a nawet o tym nie wspomniał.
-Obwinia się, że pocałował cię gdy byłaś pijana. Często rozmawiał o tym z Mason'em. Fabian mówił, że wolałby to zrobić w innych okolicznościach.
-Nie....
-Nina otwórz oczy.
-Amber jestem już zmęczona. Położę się. - Amber westchnęła.
-Jasne. Zostaw trochę miejsca dla mnie bo dziś śpimy razem. - Posłałam przyjaciółce szczery uśmiech, przykryłam się narzutą i po kilku minutach zasnęłam

   Rankiem obudziłam się przybita. Na zewnątrz świeciło słońce, a ja miałam ochotę zaszyć się gdzieś w kącie.
   Przebrałam się i powoli zaczęłam schodzić na dół. Głosy moich przyjaciół dobiegały z kuchni. Schodzenie po schodach trwało kilka minut. Przez ten czas usłyszałam ich rozmowę dotyczącą ostatnich wydarzeń i  tego, że muszą pomóc mi uporać się z tym.
   Idąc w kierunku salonu zauważyłam pompowany materac za sofą, na której usiadłam. Głosy ucichły a w moją stronę zwróciła się Amber.
-Nie wyglądasz najlepiej.
-Źle spałam.
-Jak się czujesz? - Fabian pojawił się obok mnie.
-Słuchajcie, słyszałam waszą rozmowę. Doceniam to, że chcecie mi pomóc, ale ciągłe zadawanie pytań mi nie pomaga.
-Masz racje, przepraszam. Po prostu martwię się o ciebie. - Spojrzałam w jego brązowe oczy, które pozwoliły mi na kilka sekund zapomnieć o wszystkim.
-Dam radę. Już wcześniej musiałam sobie z tym poradzić, więc... - Widząc spojrzenie Fabiana uświadomiłam sobie, że powiedziałam za dużo.
-Mason, chodźmy na spacer. - Brunet ruszył za blondynką nie protestując.
-Powiedz, że źle zrozumiałem. Czy ktoś wcześniej cię wykorzystał?
-Fabian...
-Nina, powiedz prawdę. Możesz mi zaufać. Chcę ci pomóc, tylko pozwól mi na to.
-Tak, byłam...
-Kto cię skrzywdził? - Fabian chwycił moją dłoń, a ja poczułam łzy w moich oczach.
-Trevor. Uciekłam od niego, ale znalazł mnie.
-To ten dupek z plaży? - Kiwnęłam głową. - Zabije go. - Ścisnęłam mocniej jego dłoń. - Opowiesz mi jak go poznałaś? Jak doszło do tego? - Westchnęłam i zaczęłam opowiadać.
-Wszystko zaczęło się jakiś czas po śmierci babci. Byłam załamana, chodziłam do klubów by zapomnieć. Raz wypiłam za dużo, wtedy poznałam Trevora. Przenocował mnie dopóki nie wytrzeźwiałam. Wymieniliśmy się numerami. Rozmawialiśmy, spotykaliśmy się coraz lepiej się poznając, aż zostaliśmy parą. Przez rok było cudownie. Wspierał mnie, pomagał zapomnieć. Po prostu był przy mnie. Wtedy zdarzył się wypadek. Trevor jechał z młodszym bratem i rodzicami pod namiot na weekend. Jakiś pirat drogowy wyprzedzał ciężarówkę powodując zderzenie czołowe. Lekarze mówili, że to cud, że Trevor był przytomny i wszystko widział. Później opowiadał mi o tym, a w jego oczach było widać tylko ból. To było okropne. - Wspomnienia z tamtych dni wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Pierwsza łza popłynęła po moim policzku - Wtedy zaczęło się z nim dziać coś dziwnego. Starał się o opiekę nad bratem, przesadnie dbał o moje bezpieczeństwo. Przed rozprawą miał badania, które wykazały problemy w jego stanem psychicznym. Jego brat trafił do domu dziecka, a Trevor skupił swoją ,,troskę'' na mnie. Nie pozwalał mi wychodzić z domu, kontrolował wszystko i musiał wiedzieć o wszystkim. Chciałam mu pomóc, ale nie dawałam rady. Gdy raz nie powiedziałam mu co robiłam, uderzył mnie. Następnego dnia odeszłam. Wtedy zaczął wydzwaniać, przepraszać, wysyłał kwiaty, nachodził mnie, a ja mimo wszystko wciąż go kochałam. - Przerwałam na kilka sekund starając się opanować łzy.
-Wciąż go kochasz? - Fabian zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Nie. Nie po tym co zrobił. Zadzwonił do mnie i zaprosił mnie do siebie na kolację. Nie odmówiłam mu i to był błąd. Zasłonił okna, zamknął drzwi na klucz i mnie zgwałcił. - Zaśmiałam się nie mogąc wytrzymać dużej ilości emocji. - Uciekłam od niego gdy spał. Nie zwracałam uwagi na otoczenie. Po prostu biegłam przed siebie, aż wpadłam na Nathana. Pomógł mi dojść do siebie, ukryć się, ale nie na długo. Trevor nie brał leków i było z nim coraz gorzej. Wysłał mi list, w którym napisał, że jeżeli mu się nie oddam to zniszczy moich przyjaciół. Wtedy nie miałam ich zbyt wielu, ale nie mogłam pozwolić by zrobił coś Nathanowi. Poszłam do niego z dwiema butelkami wina i udawałam, że wszystko jest okej chodź bałam się jak cholera. Nie pozwoliłam mu się zbliżać. Po godzinie był tak pijany, że nie był wstanie stać. Gdy zasnął rozebrałam go i zostawiłam list sugerujący że do czegoś doszło. W tym czasie Nathan załatwił papiery pozwalające opuszczenie granic bez podawania nazwiska. Tak znalazłam się tutaj. Dokumenty zmuszają moich pracodawców do usuwania mojego nazwiska, w moich wywiadach podawane są dane Nathana, a mimo to on mnie znalazł. - Fabian patrzył na mnie wzrokiem pełnym niedowierzania. Gdyby nie boląca kostka uciekłabym stąd.
   Zaczęłam zastanawiać się czy dobrze postąpiłam mówiąc mu o tym. Co jeśli coś mu się stanie? Fabian jest przeszkolonym policjantem, ale Trevor jest psychopatą. Nie darowałabym sobie, gdyby coś mu się stało.
-Fabian, ja... - Dłoń bruneta starła potok łez płynący po moim policzku.
-Cii. - Nie mówiąc nic więcej, po prostu mnie objął i pozwolił mi płakać w jego ramię.
-----------------------------------------------------------------------------------------
W końcu udało mi się coś napisać.
Wymiana dobiegła końca. Jestem wykończona tym tygodniem. Od 6 do 20 godziny ciągłego chodzenia i mówienia po angielsku. Mój mózg prawie się zagotował, ale dałam rade coś napisać.
Rozdział moim zdaniem jest nijaki. Oprócz historii Niny praktycznie nic się tu nie dzieje, ale więcej już nie dałam rady napisać.
Dziękuje, że byliście cierpliwy i wogóle kocham was <3
Dziękuje za rosnący licznik odwiedzin :)
Dziękuje, że po prostu jesteście :*

Karen

Ps. Przepraszam za bledy które mogły sie wkraść. Treść sprawdzalam na telefonie