niedziela, 3 stycznia 2016

[58] "To przez ciebie..."

~Nina~
   Siedziałam w salonie i usypiałam Bethany. Miała już dwa miesiące. Sporo urosła przez ten czas i wciąż spała za dwoje.
   Fabian siedział w papierach. Luke ostatnio zmienił mu stanowisko pracy. Mógł pracować w domu, by mi pomagać, ale dostawał najgorszą robotę.
   Dziś Amber z Masonem zapowiedzieli się na kolacje. Foster powiedział, że mają nam coś ważnego do przekazania. Ciekawe co tym razem planują.
   Po 5 minutach Beth spała jak suseł, więc zaniosłam ją do łóżeczka. Z kubkiem chłodnej już herbaty usiadłam na prosto Fabiana i przyglądałam się jego pracy.
-Może pomóc? - Spytałam, gdy przez jakiś czas nie odrywał wzroku od laptopa.
-Już prawie kończę, ale dzięki. Co ty na to, by zacząć gotowanie jak uporam się z tym? - Spojrzałam na zegarek. Zdziwiłam się, że była już 4 po południu. Nasi przyjaciele mają przyjść o 19. Przecież się nie wyrobię...

    Po 15 minutach zaczęliśmy gotowanie. Na początku wszystko szło jak należy, jednak później przez przypadek dotknęłam łyżką z sosu ręki Fabiana.
-Przepraszam. - Uśmiechnęłam się i wróciłam do krojenia warzyw.
-O nie.... Jedno przepraszam ci nie wystarczy. - Odwróciłam się w jego kierunku. Szedł w moją stronę z tą samą łyżką, którą dotknęłam jego, a jego usta wykrzywiał duży uśmiech.
-Nie zrobisz tego. - Nie powstrzymywałam już uśmiechu i zaczęłam się cofać.
-Oczywiście, że zrobię. - Szafka kuchenna uniemożliwiła mi dalszą ucieczkę. Rutter uwięził mnie między nią a sobą kładąc na blacie swoje dłonie. - Teraz mi nie uciekniesz. - Szczerzył się jak głupi do sera, za to ja starałam się odepchnąć go od siebie. Chwycił moje dłonie. Próbowałam się uwolnić. Nic z tego. Był zbyt silny, a do tego mój własny śmiech osłabiał mnie. Trzymając moje dłonie w swoich zaczął patrzyć na mnie jakby widział jakiś eksponat w muzeum.
-Tęskniłem za tym śmiechem. - Po tych słowach opanowałam się. Staliśmy tak przez chwilę, aż jego twarz zaczęła przybliżać się do mojej. Serce zaczęło szybciej bić, a jego brązowe oczy odebrały mi możliwość racjonalnego myślenia.
Zaczęłam patrzeć na jego usta będące coraz bliżej moich. Nasze czoła stukały się. Jego dłoń znalazła się na moim policzku, a przez moje ciało przeszły lekkie dreszcze. Na ułamek sekundy nasze usta zetknęły się, a wtedy oprzytomniałam.
-Fabian... nie... - Szepnęłam walcząc sama ze sobą. Tak bardzo pragnęłam tego pocałunku, ale byłam też świadoma co się z tym wiąże. Gdybym mu uległa... Wciąż nie wiem czy po tym co mi zrobił jestem gotowa kolejny raz zaufać mu bezgranicznie.
   Nagle Fabian odsunął się ode mnie, a ja poczułam dziwną pustkę. Moje ciało ciągle pamiętało jego dotyk i pragnęło choćby drobnego dotknięcia jego dłoni. Nie mogłam jednak pozwolić, by moje pragnienia przejęły nade mną władzę. Nie zniosłabym kolejny raz jego odejścia.
-Przepraszam, nie powinienem. - Powiedział brunet i odszedł. Gdy zniknął uświadomiłam sobie, że opieram się o szafkę, a mój oddech był szybszy niż powinien.

   Przed 19 byłam już gotowa. Miałam na sobie czarny sweter, jeansy lekko podarte na kolanach i czarne półbuty na niskim obcasie. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a oczy jak zwykle podkreśliłam tuszem do rzęs i czarną kredką.
   Bethany już wcześniej umyłam, więc teraz trzymałam ją na rękach ubraną w śpioszki. Chodziłam z nią boso po salonie i kołysałam, by zasnęła.
   Fabian jak zniknął tak do tej pory go nie widziałam, więc gdy usłyszałam dzwonek do drzwi poszłam je otworzyć.
-Hej. - Powiedzieli Amber z Masonem wchodząc do środka, a ja przyłożyłam palec do ust, by byli ciszej.
-Właśnie ją usypiam. - Uśmiechnęłam się do nich. Od razu zaczęli zachowywać się cichej i zaczęli patrzeć na małą.
-Jaka ona śliczna. - Powiedziała Amber szepcząc.
-Tutaj mały prezent dla niej. - Powiedział Mason kładąc torebkę prezentową na komodzie.
-Dziękuje. - Wtedy po schodach zaczął schodzić Fabian. Przywitał się z gośćmi i spojrzał na mnie.
-Daj ją. Zajmę się nią. - Podszedł do mnie.
-Już prawie śpi. Zaniosę ją do łóżeczka. Wy się rozgośćcie, a ja zaraz wracam.

   Gdy zeszłam na dól wszyscy siedzieli już przy stole i czekali na mnie. Gdy Amber z Masonem mnie zauważyli, wstali i spletli swoje dłonie.
-Zanim zaczniemy jeść chcielibyśmy wam coś powiedzieć. - Zaczął Mason i spojrzał na Amber.
-Jestem w ciąży. - Powiedziała blondynka, a mnie ogarnął chwilowy szok.
-Jejku, gratulacje. - Podeszłam do niej i uściskałam ją. - Ale mnie zaskoczyłaś. - Uśmiechnęłam się.
- Który miesiąc?
-Drugi.
-Wy to potraficie przyjść z nowiną. - Powiedział Fabian podchodząc do Amber i gratulując jej, a ja przytuliłam Mason.
-Wiedziałam, że kiedyś się na to zdecydujecie, ale po prostu jestem w szoku. - Zaczęłam się śmiać razem z nimi.
-Uwierz my też. Gdy dowiedzieliśmy się, że się udało... To było coś niesamowitego. - Mason pocałował Amber w czoło, a ona objęła go w pasie. To dobrze, że w tej chwili mają siebie. Wiem jakie to potrafi być niesamowite szczęście, gdy masz się z kim podzielić taką informacją.
   Amber musiała zauważyć moją chwilową zmianę nastroju, bo podeszła do mnie i objęła mnie.
-Chodź, pomogę ci przygotować stół, ale uprzedzam. Radzę od razu jeść, bo nie wiem czy jak ja siądę do stołu to czy zostanie coś dla was.

   Po kolacji stanęłyśmy z Amber przy oknie, a chłopacy rozgościli się w salonie. Rozmawiałyśmy o jej ciąży i o Bethany, gdy nagle blondynka zmieniła temat.
-A jak tam między tobą a Fabianem?
-A jak ma być? Jest normalnie. - Uśmiechnęła się.
-No w to nie wątpię. Pytam, bo ciągle zerkacie na siebie.
-Wydaje ci się. - Starałam się ją zbyć, ale Amber nigdy nie poddaje się łatwo.
-Nina...
-No dobra. Dzisiaj prawie mnie pocałował.
-Co?
-Ale przerwałam to.
-Dlaczego?
-Musimy teraz o tym rozmawiać?
-Tak.
-Nie chce znów przez niego cierpieć. Powiedziałam, zadowolona? - Udałam obrażoną, a Amber się uśmiechnęła.
-Wiesz, że ja zawsze dopnę swego. A tak na poważnie. Kochasz go. - To nie było pytanie, ale mimo odpowiedziałam jej.
-Tak, ale nie potrafię od tak zapomnieć tego co zrobił. - Spojrzałam na Ruttera. Był zajęty rozmową z Masonem i na szczęście nie zwracał na mnie uwagi. - Wiesz, gdy rozmawiamy jest dobrze i z każdym dniem w jakiś sposób zbliżamy się do siebie.
-Czuje że jest tutaj jakieś ale.
-Jest. Widziałaś co działo się wtedy ze mną. Skąd mam wiedzieć, że jemu na mnie zależy? Skąd mam wiedzieć, że nie robi tego wszystkiego z litości?
-Zaufaj mi. Kocha cię jak wariat.
-To dlaczego mnie zostawił i wybrał Savane?
-Słuchaj. Porozmawiaj z nim. Szczerze.

                   W tym samym czasie
~Fabian~
   Dziewczyny rozmawiały przy oknie, a my z Masonem siedzieliśmy w salonie. Foster patrzył na swoją żonę.
-Szczęściarz z ciebie. - Powiedziałem patrząc na Ninę.
-Wiem. Spokojnie. Na ciebie też przyjdzie kolej.
-Wątpię.
-Masz dom, dziecko. Jedyne o co musisz powalczyć to o zaufanie Niny.
-I o ich bezpieczeństwo. Jack i Devon ciągle na wolności.
-Sprawa Jacka w ogóle została ruszona? Odkąd Nina przestała być objęta programem ochrony świadków sprawa ucichła.
-Rozmawiałem o tym z Lukiem. Dopóki go nie złapią wszystko stoi w miejscu. Jeszcze teraz doszła sprawa Trevora....
-Co jest? - Mason zmarszczył brwi.
-Nie wiesz? Killersi mówią, że go zabiłem z zimną krwią.
-To wiem. W czym problem? Przecież broniłeś Niny.
-Nie ma na to dowodów. Wiesz co. Zmieńmy temat. Nie mam ochoty gadać o robocie. - Powiedziałem. Nie mam zamiaru teraz przejmować się tym wszystkim.
-Dobra. Więc jak tam między tobą a Niną?
-Zdecydowanie łatwiejszy temat sobie wybrałeś. - Zaśmiałem się.
-Widzę jak ciągle na nią patrzysz.
-Prawie ją dzisiaj pocałowałem, ale powiedziała nie.
-Nie dziw jej się. Może gdybyś powiedział jej prawdę...
-Sam nie wiem.
-Amber zrozumiała. - Spojrzałem na niego zdezorientowany. Od razu zaczął się tłumaczyć. - Wiedziała, że robiłeś to dla Niny. Nie rozumiała tylko dlaczego poszedłeś do Savany. Tylko to jej powiedziałem. Nina też zrozumie.
-Może masz rację. Przecież ja za niedługo zwariuje. Widzę ją codziennie, a nie mogę jej przytulić, pocałować... No nic. Na szczęście Bethany zbliżyła nas trochę do siebie.
-Mason chodź tu szybko! - Zawołała nagle Nina. Foster szybko odwrócił wzrok i podbiegł do dziewczyn. Ruszyłem za nim. Ledwo podszedł do Amber, a ta osunęła się w jego ramiona.
-Mason, połóż ją na kanapie. Fabian zamocz ręcznik w chłodnej wodzie. - Powiedziała Nina będąc przy swojej przyjaciółce.
   Gdy podszedłem do nich z wilgotnym ręcznikiem brunetka położyła go na czole Amber. Na twarzy Fostera było widać wyraźne zmartwienie.
-To normalne, że zemdlała. - Powiedziała Nina. - Pamiętasz co było ze mną. Po prostu musi przez to przejść, a ty po prostu bądź przy niej. - Mnie nie było przy Ninie, gdy dowiedziała się o ciąży. Nie było mnie gdy mnie potrzebowała.
   Po chwili Amber zaczęła otwierać oczy i chciała usiąść, lecz Martin ją powstrzymała.
-Leż jeszcze.
-Źle się tak czuje.
-Uwierz. Gdy wstaniesz będzie jeszcze gorzej. Oddychaj powoli i głęboko. - Nina była taka spokojna i opanowana.
   Nie daruje sobie tego, że gdy ona czuła się źle nie pomogłem jej. Teraz byłem w stu procentach pewny, że nigdy nie wybaczę sobie tego, że od niej odszedłem w momencie, w którym potrzebowała mnie najbardziej.

    Następnego dnia otrzymałem telefon od Luke'a z wezwaniem. Zapukałem do sypialni Niny, by po chwili do niej wejść. Ujrzałem leżącą brunetkę na łóżku z Bethany na rękach. Mała śmiała się z min swojej mamy. Uśmiechnąłem się na ten widok.
   Po chwili Nina zorientowała się, że je obserwuje i usiadła mając małą przy sobie.
-Coś się stało? - Spytała.
-Nie. Przyszedłem powiedzieć, że Luke dzwonił bym wpadł na chwile. Dacie sobie rade same przez jakiś czas?
-Jasne. - Zauważyłem, że Beth obserwuje mnie, a gdy na nią spojrzałem uśmiechnęła się.
-Postaram się wrócić jak najszybciej.

   Wszedłem do gabinetu Smitha. Ten bez zbędnych przywitań rozpoczął rozmowę.
-Siadaj Rutter. Mam do ciebie dwie sprawy. Zacznę od tej mniej przyjemnej. Możliwe, że zostanie rozpoczęty proces przeciwko tobie o zabójstwo Trevora. Spokojnie to tylko formalność. Nie mają dowodów na twoją karę, więc sąd powinien orzec wyrok na twoją korzyść.
-Czyli?
-Obrona zakładniczki do tego ciężarnej.
-A ta druga sprawa?
-Komendant postanowił zorganizować bankiet, na którym mają zjawić się wszyscy policjanci. Wiem jaką masz sytuację dlatego chce spytać czy w ogóle będziesz. - Miałem odpowiedzieć, że nie zostawię Niny, ale przecież ona może iść ze mną. Odpoczęłaby trochę, a małą zajęłaby się Brie.
-Można wziąć kogoś ze sobą? - Spytałem.
-Z tego co wiem, to tak.
-To zapisz mnie i Ninę. Zadzwonię jeszcze do ciebie z potwierdzeniem.
-Okej. No to teraz ta mniej przyjemna sprawa. - Luke wyjął z szuflady gruby plik papierów i położył go na stole. - Kolejna dostawa dla ciebie. - Skrzywiłem się na samą myśl.
-My na serio mamy tyle dokumentów? To jakiś horror...

MUZYKA
   Wszedłem do mieszkania i skierowałem się do salonu.
-Jestem! - Krzyknąłem jak zwykle i położyłem dokumenty na stole. Stanąłem przez chwile w miejscu nasłuchując, lecz nic nie usłyszałem. - Nina?! - Ruszyłem schodami na górę. Gdy byłem już na korytarzu ujrzałem nieprzytomną Ninę. Padłem przy niej sprawdzając jej stan.
-Nina... - Dotknąłem jej policzka jednocześnie drugą dłonią lekko potrząsając ją za ramię. Jęknęła cicho i otworzyła oczy.
-Fabian, co... - Próbowała usiąść, lecz od razu skrzywiła się i położyła.
-Co się stało? Boli cię coś? - Powoli pomogłem jej usiąść.
-Głowa. - Widziałem, że ma problem ze wstaniem, więc wziąłem ją na ręce. Oplotła dłonie wokół mojej szyi. Zaniosłem ją do salonu i posadziłem na sofie. Kucnąłem przy niej dłonie kładąc na jej kolanach.
-Teraz spokojnie. Powiedz co się stało? - Patrzyłem prosto w jej zdezorientowane oczy.
-Chwilę po tym jak wyszedłeś, coś zatłukło się w kuchni. Myślałam, że czegoś zapomniałeś, więc zostawiłam Bethany w pokoju i wyszłam. Na korytarzu zawołałam, ale nikt się nie odezwał. Pomyślałam, że pewnie coś mi się wydawało, więc chciałam wrócić, ale wtedy ktoś mnie uderzył i... Dalej nic nie pamiętam. - Zakryła dłońmi twarz. Po chwili spojrzała na mnie, a w jej oczach widoczny był strach.
-Sprawdź co z Bethany. - Nie czekając na nic więcej pobiegłem do sypialni brunetki. Najpierw zajrzałem do kołyski, lecz była pusta. Zerknąłem na łóżko. Pościel była zmierzwiona, a na niej leżała biała złożona kartka. Wziąłem ją i zacząłem czytać.
Mam nadzieję, że czytasz to ty Rutter. Wykorzystałeś Savanę i zostawiłeś ją. Straciła przez ciebie dziecko. Każdego dnia patrzyłem na jej cierpienie, na jej łzy. Myślałem, że serce mi pęknie, bo nie wiedziałem co zrobić by jej pomóc. Nie mogłem zrobić nic. Byłem bezradny. Teraz to twoja kolej byś to poczuł. Byś poczuł co to znaczy, gdy najważniejsza osoba w twoim życiu cierpi, a ty nie możesz nic zrobić by jej pomóc. Poczuj co to znaczy stracić dziecko i patrz na cierpienie Martin tak jak ja patrzyłem na cierpienie mojej siostry.
                                                                   Devon
   Nina wbiegła od pokoju zastając mnie z listem w ręku. Czułem, że mam łzy w oczach.
-Gdzie Beth? - Spytała rozglądając się po pomieszczeniu. Spojrzała na list i wyjęła go z moich rąk. Gdy czytała obserwowałem ją uważnie. Łzy momentalnie napłynęły do jej oczu, a dłoń przyłożyła do ust by głośny szloch nie wydobył się z nich. Kartka wypadła z jej dłoni. Podszedłem do niej i podtrzymałem ją. Zachwiała się.
   Nagle dostała zastrzyk sił. Odepchnęła mnie od siebie.
-To przez ciebie... - Wskazała na mnie palcem, a później na białą kartkę. - Musiałeś zabawiać się z siostrą Devona. - Zaśmiała się przez łzy. - Nie wierzę w to. Jak mogłam być taka tępa? Wcześniej zgodziłam się być przy tobie, wspierałam cię niezależnie od konsekwencji. Nie mam pretensji do ciebie o naszą przeszłość. Ale teraz? Nawet dziecko wplątałeś w to całe gówno? Dziecko! To wszystko twoja wina! - Zaczęła krzyczeć, a łzy płynęły strumieniami po jej policzkach. Stałem bezradnie obserwując ją. Miała racje. To była moja wina.
   Podeszła do mnie i zaczęła pięściami walić w moją klatkę piersiową. Nie powstrzymywałem jej. Po prostu objąłem ją i przycisnąłem do siebie. Płakałem razem z nią. Po chwili poddała się i wtuliła się we mnie.
-Zabrali moje dziecko. - Powiedziała szeptem, a głośny szloch wstrząsnął jej ciałem.

9 komentarzy:

  1. Ooooooo to takie słodkie, widząc Ninę bijącą i wydzierającą się na Fabiana *.*
    Biedna Nina i Bethany :c Fabian to cwel
    Ej to nie Devon miał ukraść dzidzie, teraz nie ogarniam co planujesz
    ps. czekam na ziemniaki
    ps2. pisz nastepny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowilam ze teraz bedzie cos innego;)
      Ooooo jak milo ze zwrocilas uwage na ten romantyczny moment w trakcie gotowania hahaa
      Na ziemniaki jeszcze sobie poczekasz;)

      Usuń
  2. Świetny moment sobie wybrałas na zakończenie :) Hihihi :P
    Pisz kolejną część bo w kolejny weekend nie będę w stanie utrzymać telefonu w dłoni a co dopiero cokolwiek przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz.... kazdy moment jest dobry na zakonczenie.
      I dasz rade czytac. Nie bedziesz miec innego wyjscia;D

      Usuń
    2. Radze Ci pisać kolejną część :)

      Usuń
  3. PORYCZAŁAM SIE PRZY KOŃCÓWCE XD
    Bez jaj naprawdę czy mi się zaszkliły
    ZABIJĘ WIEDZIAŁAM I CHCĘ WIĘCEJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez sie poryczalam jak to pisalam wiec pjona

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale robię co mogę by go napisać

      Usuń