sobota, 19 listopada 2016

[83] "Dla mnie odpowiedź jest prosta."

~Nina~
   Kolejny raz wracam z komisariatu totalnie zmęczona. Ledwo otwieram drzwi, a do moich uszu dociera radosny głos Beth.
-Mama! - Jak zwykle biednie w moim kierunku i obejmuje mnie w pasie.
-Hej skarbie. - Całuje ją w główkę i powoli zdejmuję mokry płaszcz. Jesień w Londynie jest piękna, a zarazem okropna. Nie ma dnia, by nie padało. Dziś zapowiadało się tak pięknie, więc nie byłam przygotowana na nagłą pompę z nieba.
-Bethy bo za chwilę będziesz cała mokra. - Powiedział Fabian schodząc po schodach. Podszedł do mnie i delikatnie pocałował mnie w usta. - Biegnij mamie po jakiś ręcznik i koc, bo jeszcze nam się przeziębi. - Zwrócił się do małej, na co przytaknęła i pobiegła do łazienki. - A ty idź się przebierz. Za ten czas zrobię ci ciepłej herbaty. - Uśmiechnęłam się na jego słowa i ruszyłam do swojego pokoju.

   Gdy zeszłam na dół na sofie leżały ciepły koc i ręcznik. Usiadłam, okryłam się kocem, a włosy zaczęłam wycierać ręcznikiem.
-I co? - Spytał Fabian podając mi kubek herbaty. Dopiero, gdy chwyciłam naczynie zdałam sobie sprawę, że moje palce są lodowate. Kubek lekko parzył moje dłonie, ale było to tak przyjemne uczucie, że nie odstawiłam go.
-I nic. Kolejne okazanie, które było nic nie warte. Dałam im wyraźny opis Trevora i mają na prawdę dobry rysopis, a ci goście nawet nie byli do niego podobni. Nie wiem dlaczego wzywają mnie za każdym razem nawet gdy chodzi o najmniejszą drobnostkę.
-Wzięli tą sprawę na poważnie.
-Ja to rozumiem, ale prawie przez cały czas siedzę na komisariacie. Do tego ten radiowóz policyjny ciągle stojący na naszym podjeździe. Znów jestem obserwowana i chroniona, a po Hillu kolejny raz nie ma ani śladu.
-Spokojnie, dorwią go. - Jego ciepłe dłonie dotknęły moich ramion. Rutter delikatnie zaczął masować moje spięte mięśnie. Zamknęłam oczy starając się rozluźnić, jednak pytania ciągle pojawiały się w mojej głowie. Czy Fabian nie był zaskoczony, że nawiązuje do programu ochrony świadków? Czy przez ten cały czas nic nie podejrzewał?
-Mamusiuuuu? Porysuuujesz zeee mnooom? - Spytała Beth wbiegając do salonu z kilkoma kartkami w jednej rączce i kredkami w drugiej.
-Jasne. - Uśmiechnęłam się do niej. Odsunęłam koc od siebie, by mogła wygodnie usiąść obok mnie, a po chwili przykryłam nim nas obie.

   Wieczorem, po rozgrzewającym prysznicu, stałam przed lustrem, w podkoszulku i szortach, i wycierałam włosy. Po chwili,Fabian wyszedł z łazienki, podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Miał na sobie tylko spodnie dresowe.
-Nino, chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. - Położyłam swoje dłonie na jego i oparłam się o jego klatkę piersiową. Tak dobrze znów było znaleźć się w jego ramionach i czuć ciepło jego ciała.
-O czym? - Patrzyłam w jego brązowe oczy odbijające się w lustrze.
-O nas. - Jego mina była poważna. Odwróciłam się do niego twarzą. Przez cały czas trzymał swoje dłonie w moich. - Wiem, że to dla ciebie ciężkie chwile i pewnie ciągle zastanawiasz się co tak naprawdę do mnie czujesz. Chciałbym tylko wiedzieć jedno. - Dotknął delikatnie mojego policzka.
- Czy mam u ciebie w ogóle jakieś szanse?
-Tym się martwisz? Dla mnie odpowiedź jest prosta. - Odpowiedziałam uśmiechając się delikatnie.
Nasze nosy stykały się, czułam jego oddech na twarzy i byłam pewna odpowiedzi. - Nie mam już żadnych wątpliwości. - Nie czekając na jego reakcję pocałowałam go. Nie musiałam długo czekać, by jego zdziwienie minęło. Pocałunek był powolny, ale pełen uczuć. Jego dłoń błądziła po moich plecach. Rutter powoli zaczął podnosić mój podkoszulek, a po chwili byłam tylko w bieliźnie
Kilka minut później cieszyliśmy się sobą i nic więcej się nie liczyło.

    Tydzień później Fabian spytał mnie czy chcę iść z nim na kolację. Zgodziłam się. Nawet gdybym  nie chciała, poszłabym. Rutter zarezerwował już miejsce, jego mama obiecała że zajmie się Bethany i stosował argumenty, że odpocznę, spędzimy trochę czasu razem, zjem coś innego jak jego okropne dania (które są przepyszne), i tym podobne, więc nie miałam wyjścia. Wszystko bardzo dobrze przemyślał i zaplanował. Zgodziłam się i teraz szykuję się do wyjścia.
    Gotowa, zeszłam na dół, gdzie czekał już na mnie Fabian z moim płaszczem w dłoniach. Pomógł mi go ubrać.
-Bathany! Czas iść! - Zawołałam małą. Sama ubrała kurtkę, przy butach troszkę jej pomogłam i wyszliśmy. Zaprowadziliśmy Beth do mamy Fabiana i ruszyliśmy w kierunku restauracji.
-Może jednak wezwiemy taksówkę? - Spytał Rutter.
-Daj spokój. To przecież nie jest daleko. Odrobina tlenu ci nie zaszkodzi. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
MUZYKA
   Nie przeszliśmy 100 metrów, gdy usłyszałam klaskanie za nami. Zanim się odwróciłam, wiedziałam kogo ujrzę. Po prostu to czułam.
-Jak wy pięknie razem wyglądacie. - Powiedział Trevor. Fabian od razu stanął przede mną, jednocześnie mnie zasłaniając. - Aż miło jest na was popatrzeć.
-Czego znów chcesz? - Warknął Fabian.
-Tego co zawsze. Jej. - Uniósł dłoń i pistoletem, który trzymał w ręce, wskazał na mnie. - Robiłem wszystko, by cię odzyskać, a ty zawsze wybierałaś tego śmiecia. - Zwrócił się w moim kierunku. - Obserwowałem ciebie i tą małą kiedy tylko mogłem. Spodobała mi się taka rodzinka, więc pomyślałem, że warto spróbować jeszcze raz. - Zamilkł na parę sekund uważnie mi się przyglądając. - Nino wróć do mnie. Przy mnie będziesz czuła się dwa razy lepiej. Weź ze sobą tego małego aniołka. Będziemy szczęśliwi tak jak zawsze chciałem.
-Trevor już dawno zniszczyłeś to szczęście, o którym mówisz. Nigdy do ciebie nie wrócę, zrozum to.
-Nie chcesz iść dobrowolnie? W porządku. Pójdziesz siłą. - Hill ruszył w naszym kierunku.
-Uciekaj. - Szepnął Fabian. - Zatrzymam go.
-Nie....
-Nina... - Fabian ruszył na przód.
-Nie powstrzymasz mnie psie! - Krzyknął Trevor, biorąc zamach pięścią.
-Jeszcze się przekonamy. - Rutter zrobił unik, a po kilku sekundach uderzył przeciwnika w brzuch. Blondyn skulił się z bólu.
   Zaczęłam się cofać. Nie miałam zamiaru uciekać, lecz chciałam ukryć się przed wzrokiem Trevora. Weszłam do najbliższego sklepu i poprosiłam ekspedientkę, by zadzwoniła po policję. Ja natomiast stałam przy drzwiach i obserwowałam całe zdarzenie. Trevor nie poddawał się. Próbował dostać się do mnie lecz Fabian skutecznie mu to uniemożliwiał.
-Nie rozumiesz? Ona cię nie chce! - Hill oberwał kolejny raz. Uważnie obserwowałam jego dłonie, lecz nie dostrzegłam broni, którą wcześniej trzymał. Gdzie ona się podziała? - Za to co jej zrobiłeś powinieneś smażyć się w piekle. - Warknął brunet. Przez chwilę Trevor stał tyłem.
   Zaczęłam się dziwnie denerwować. Coś było nie tak. Wyszłam ze sklepu. Stałam kilka metrów za Fabianem.
   Gdy Trevor się odwrócił ujrzałam jak z jego nosa ciekła krew. Od razu odwróciłam wzrok starając się zachować spokój.
-W porządku. Wszystko jest już dla mnie jasne. - Powiedział Hill. - Skoro ja nie mogę jej mieć, nikt nie będzie miał. - Uniósł dłoń z pistoletem. Musiał go mieć schowanego gdzieś w kurtce. - Odsuń się Rutter. Na ciebie przyjdzie jeszcze pora.
-Najpierw musisz zabić mnie, by dostać się do niej.
-Skoro tak wolisz. - Usłyszałam strzał. Nie wiedziałam co się stało. Moja pierwsza myśl, to że strzelił do mnie, lecz nie czułam bólu.
   Wtedy Fabian odwrócił się w moją stronę. Mój wzrok od razu skierował się na jego brzuch. Rutter spojrzał w dół i przesunął kurtkę na bok ukazując czerwoną plamę na koszuli.
-Nie! - Gdy ujrzałam jego upadające ciało podbiegłam do niego, starając się jakoś zamortyzować upadek.
   Jego głowa leżała na moich kolanach, a ja próbowałam nie płakać. Łzy jednak same cisnęły mi się do oczu.
   Podniosłam wzrok. Trevora nigdzie nie było, a w oddali widać było światła policyjne.
-Trzymaj się. Obiecałeś mi, że już nas nie zostawisz, więc ani się waż odchodzić. - Powiedziałam uciskając ranę.
-Pamiętasz. - Powiedział słabym głosem Fabian.
-Pamiętam już wszystko. Przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej. Ja...
-Cii. Nic się nie stało. - Uśmiechnął się, zamykając przy tym oczy. - Ważne, że już pamiętasz. - Jego oczy ciągle pozostały zamknięte.
-Hej. Spójrz na mnie. Nie poddawaj się. - Otworzył oczy, a jego dłoń dotknęła mojego policzka ścierając łzy. Z jego ust wydobył się syk bólu. - Lepiej się nie ruszaj. - Kolejny raz podniosłam wzrok. Policjanci krążyli wokół. - Karetka zaraz przyjedzie.
-Zanim.... Muszę znać odpowiedź. - Zamilkł na chwilę. - Sięgnij do kieszeni kurtki. - Spełniłam jego prośbę starając się ciągle uciskać ranę, by powstrzymać w jakimś stopniu krwawienie. Moja dłoń natknęła się na małe pudełeczko. Wyjęłam je i wiedziałam co jest w środku.
-Nie... Fabian nie teraz. Zrobisz to, gdy dojdziesz do siebie.
-Miałem... zrobić to na kolacji... - Widać było, że mówienie sprawia mu ból. Jego oczy coraz dłużej pozostawały zamknięte. - Będziesz mieć.... pamiątkę po mnie.
-Nawet tak nie mów. - Przestałam się kontrolować. Zaczęłam płakać.
-Proszę... - Szepnął. - Nino, czy...
-Oczywiście, że tak. - Zakładając pierścionek na palec szlochałam. Jego biały i błyszczący kamień od razu stał się czerwony od krwi. Gdzie jest ta cholerna karetka! - Teraz tym bardziej nie możesz mnie zostawić. - Fabian zamknął oczy. Oparłam czoło na jego czole, płacząc i ciągle do niego mówiąc. Miałam nadzieję, że jeszcze otworzy oczy.
   Przez cały ten czas przyciskałam dłonie do rany. Ciepła krew przeciekała przez moje palce, a wraz z nią życie Fabiana...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
   Strasznie was przepraszam, że dodaje rozdziały jak dodaję. Ostatnio nie mam weny, dodatkowo mam jakąś totalną blokadę i nie chcę się zmuszać do pisania. ;( Najprawdopodobniej rozdziały będą tak dodawane już do końca.

niedziela, 23 października 2016

[82] "Policja była tutaj kilkakrotnie."

~Diler~
   Rozmawiałem z Lucasem, gdy Nina poszła spotkać się z Davidem. Po kilku minutach podszedłem do okna, by pooglądać miasto z wypasionego wieżowca. Sądziłem, że będzie wyglądać jakoś inaczej. Nie. Wygląda zupełnie tak samo.
   Jednak moją uwagę przykuła Nina szybko wychodząca z budynku i Trevor stojący oparty o samochód. Po krótkiej wymianie słów złapał ją za ramię.
-Lucas zbieraj się. Nina ma kłopoty. - Powiedziałem będąc już w drzwiach. Śmiało mogę powiedzieć, że jeszcze chyba nigdy tak szybko nie biegłem. Za sobą słyszałem stukot butów blondyna.
   Wybiegłem na zewnątrz.
-Zostaw ją! - Krzyknąłem, gdy zobaczyłem w jaki sposób Trevor trzyma Ninę. Przystanąłem na chwilę łapiąc oddech tak szybko jak mogłem. Nie miałem bladego pojęcia co może nastąpić później.
   Hill popchnął brunetkę przez co ta upadłą tracąc przytomność. Zamarłem na kilka sekund. Jednak szybko oprzytomniałem, ponieważ Trevor ruszył do ucieczki.
-Lucas zajmij się Niną. - Powiedziałem ruszając za uciekinierem.
   Trevor był szybki, ale z każdą miniętą przecznicą zacząłem go doganiać. W pewnym momencie gwałtownie skręcił w lewo wbiegając na ulicę. Dźwięk klaksonów i pisk hamujących samochodów rozległ się na ulicy. Hilla to nie zniechęcało. Biegł dalej nie zwracając na nic uwagi.
   Po kilku sekundach sytuacja na drodze uspokoiła się, więc ruszyłem za nim. Znikł z mojego pola widzenia, gdy wbiegł w zebrany tłum. Wypatrywałem go przez kilka minut, lecz niczego nie ujrzałem.
   Zmęczony i zasapany ruszyłem drogą powrotną, by dowiedzieć się co z Niną.

    Gdy dotarłem na miejsce moim oczom ukazały się światła karetki i policji. Lucas rozmawiał z jednym z policjantów, podczas gdy Nina leżała w karetce.
-I co z nią? - Spytałem jednego z sanitariuszy.
-Przepraszam, ale nie udzielamy informacji osobom trzecim.
-Spokojnie, on był tutaj gdy to się wydarzyło. - Powiedział Lucas podchodząc do nas.
-Pacjentka jest nieprzytomna i nie ma obrażeń zewnętrznych. Więcej informacji będzie mógł Panom udzielić lekarz po sprawdzeniu stanu pacjentki. Teraz przepraszam, ale musimy już jechać.
-Oczywiście. Pojadę za karetką. - Powiedziałem ruszając w kierunku samochodu. - Jedziesz? - Spytałem Lucasa.
-Nie mogę teraz. Gdy będziesz coś wiedział dał mi znać. A co z Trevorem?
-Uciekł mi. Wbiegł na ulicę, a później zmieszał się z ludźmi. Cwany jest i wie jak się ukryć.
-Powiedziałem o nim policji. Mówili, że szukają go od dłuższego czasu i że jest duże prawdopodobieństwo, że szybko go złapią. Zgłaszaliście coś im?
-Z tego co mi wiadomo to nie. Chyba, że Fabian im coś mówił. - Spojrzałem na ruszającą karetkę.
- Dobra, gdy będę coś wiedział dam ci znać. - Wsiadłem do samochodu i ruszyłem.

   W szpitalu Ninę zabrali do jakiejś sali i oczywiście zabronili do niej wchodzić, więc siedziałem na korytarzu i czekałem.
   Wyjąłem telefon z kieszeni w celu zadzwonienia do Fabiana, lecz ten jak na zawołanie szedł w moim kierunku.
-Co z Niną? - Spytał, stając obok mnie.
-Trwają badania. Skąd wiedziałeś?
-Znajomy dał mi znać żebym napisał raport za niego. Nie miał pojęcia, że znam Ninę. Przyjechałem od razu.
-Przypuszczam, że nie muszę ci wszystkiego mówić?
-Chyba wiem już wszystko. Jedynie kim się martwię to Niną. Sanitariusze mówili coś po wstępnym badaniu?
-Tylko tyle, że jest nieprzytomna. Przypuszczam, że gdy upadła, jakimś sposobem uderzyła w coś głową. - Rutter usiadł na krześle obok mnie i oparł głowię na dłoniach. - Zgłaszałeś Trevora? - Spytałem po chwili.
-Tak. Gdy znaleźliśmy Ninę w szpitalu wszystko opowiedziałem szefowi. Szybko zajął się sprawą. Teraz jest sprawdzany monitoring Londynu, ale Hill nieźle się ukrywa. Jest o krok przed nami. Gdyby został na widoku i w jednym miejscu dłużej niż parę sekund, byłoby o wiele łatwiej.

   Siedzieliśmy z Fabianem przed salą, w której badano Ninę i czekaliśmy na jakieś informacje. Wtedy zadzwonił mój telefon.
-I co z Niną? - Usłyszałem głos Brie zaraz po odebraniu połączenia.
-Jeszcze nic nie wiemy. Ciągle ją badają.
-Gdy będziecie coś wiedzieć masz od razu dzwonić.
-Jasne. - Z sali obok wyszedł lekarz. Rutter od razu ruszył w jego kierunku. - Muszę kończyć. Kocham cię.
-Ja ciebie też. - Rozłączyłem się i podszedłem do bruneta rozmawiającego z lekarzem.
-Pacjentka ciągle jest nieprzytomna, choć teraz wykazuje oznaki snu. - Zaczął doktor. - Mimo to jej umysł jest wyjątkowo aktywny i można zaobserwować szybki ruch gałek ocznych.
-Co to oznacza? - Zaniepokojenie było słyszalne w głosie Fabiana. Co się dziwić. Odkąd się poznali, tyle przeszli, że spokojnie można o tym książkę napisać.
-Nie jestem pewien. Badania wskazują, że wszystko jest w porządku, więc pozostało nam czekać na obudzenie się pacjentki.

~Nina~
   Obudziłam się czując silny ból głowy, a może to właśnie ten ból mnie obudził. Sama nie jestem pewna. Miałam wrażenie jakby mój umysł był przepełniony, a do tego...
-Nina. - Czyjaś dłoń dotknęła mojej. - Jak się czujesz?
-Ja... - Ostry ból głowy zaatakował mnie, a kolejny obraz pojawił się przed moimi oczami.
   Z moich ust wydobył się cichy jęk, usiadłam a dłońmi dotknęłam głowy starając się powstrzymać ból. Na marne. Z każdą sekundą wspomnień było coraz więcej, a każdemu pojedynczemu zdarzeniu towarzyszył większy ból.
-Proszę się uspokoić. - Dotarł do mnie kobiecy głos. Pewnie ktoś zawołał pielęgniarkę.
-Połóż się. - Tym razem męski i spokojny głos. Po części go rozpoznałam, lecz mój umysł nie chciał tego przyjąć do siebie. Poddałam się mężczyźnie i położyłam się. Wtedy poczułam drobne ukłucie w ramię. Minęło kilka minut, a może sekund gdy wszystko ustało, a ja znów zasnęłam.

   Obudziłam się, tym razem czując się o wiele lepiej.
-Hej. - Moim oczom ukazał się delikatny uśmiech Fabiana. - Lepiej już? - Pokiwałam twierdząco głową. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Czułam jakby moje gardło zamieniło się w pustynię.
-Dałbyś... - Cichy szept wydobył się z moich ust. - Pić. - Odparłam krótko. Rutter chwycił szklankę wody i za pomocą słomki upiłam kilka łyków.
-Dziękuje. - Oblizałam usta czując się o wiele lepiej. - Jak długo tutaj jestem?
-Trzy dni. - Fabian uważnie mnie obserwował, trzymając moją dłoń w swoich.
-Spałam trzy dni?
-Lekarze uznali, że potrzebujesz odpoczynku i regeneracji. - Zapadła między nami cisza w trakcie której przyswajałam nowo poznane, a zarazem tak dobrze znane wspomnienia.
-Fabian...
-Policja była tutaj kilkakrotnie. - Brunet przerwał mi.
-Po co? - Spytałam.
-Chcą cię przesłuchać. Znają sprawę Trevora i są bliscy jego złapania, jednak potrzebują twoich zeznań.
-Skąd oni w ogóle wiedzą o Trevorze?
-Ja im powiedziałem, gdy cię porwał. Nie mogłem po prostu czekać, aż David przeszuka monitoring.
-Ile wiedzą? - Miałam nadzieję, że nie wszystko. Chciałam, by ukarali go za wszystko co mi zrobił, ale... Wstydziłam się tego co mi zrobił. Wiem, że to dość dziwne, ale jestem pewna, że każda kobieta czułaby coś takiego.
-Mówiłem im to co potrzebują do rozpoczęcia sprawy. Co do reszty... nie wiem jak wiele sobie już przypomniałaś, wiec wolałem to zostawić.
-Dziękuje. - Uśmiechnęłam się delikatnie. Chciałam mu powiedzieć, że pamiętam wiele więcej niż sądzi, ale nie wiedziałam jak.
-Fabian, muszę ci coś powiedzieć. - Zamilkłam, układając w głowie słowa, które chciałam powiedzieć. - Ja... - Do sali wszedł lekarz, skutecznie mi przerywając.
-Dzień dobry. Muszę Pana na chwilkę przeprosić, ale chcę zbadać pacjentkę.
-Oczywiście. - Fabian wyszedł i zamknął za sobą drzwi, a lekarz zaczął sprawdzać mój stan.
   Po serii pytań postanowił pozostawić mnie w szpitalu przez kilka dni na obserwacji.

   Lekarz wyszedł. Kilka sekund po nim do sali wbiegła Beth, a zaraz za nią weszli pozostali. Fabian usiadł na krześle obok mojego łóżka i wziął małą na kolana, by miała lepszy kontakt ze mną. Diler obejmował w pasie Brie, która trzymała coś w rękach, natomiast Lucas jadł kanapkę.
-Obudziłaś się. Jak się czujesz? - Mówił Correy z pełną buzią. Ja słyszę to pytanie zdecydowanie za często.
-Już dobrze. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Mamusiu kiedy wrócisz do domu? Tęsknimy za tobą. - Rutter posadził Bethany obok mnie na łóżku.
-Już niedługo. Lekarze muszą tylko sprawdzić czy nic mi już nie jest. - Uśmiechnęłam się i pogłaskałam Bethy po policzku.
-Mamy tutaj dla ciebie trochę jedzenia, bo pewnie to szpitalne będzie okropne. - Brie zaczęła układać na szafce jakieś jogurty, kanapki i sama nie wiem co.
-Lucasowi jedzenie Brie smakuje. - Diler szturchnął lekko blondyna.
-Ej! Bo się jeszcze zadławię i będziesz mnie musiał reanimować.
-Fakt, nie pomyślałem o tym. - Diler skrzywił się na samą myśl i udawał obrzydzenie.
-Tyyy... W sumie to nie taki zły pomysł. Będę miał pretekst... Wiesz co może jednak się zadławię?
-Lucas pamiętaj, że Diler jest zajęty. - Wtrąciła się Brie mierząc Correy'a wzrokiem, jednocześnie przytulając się do loczka.
    Gdy słuchałam ich rozmów, z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Ci ludzie byli genialni i potrafili pomóc nie ważne w jakiej sytuacji.
   W pewnym momencie Lucas zaczął robić dziwne miny.
-Co ty się tak krzywisz? - Spytał Diler, a do moich uszu dobiegł śmiech małej.
-Mam coś miedzy zębami, a ze miejsce publiczne to nie wypada palcem wyjmować. - Przez kilka sekund panowała cisza przerywana tylko cichym śmiechem dziecka. 
-No i to jest siła języka! Wszystko gładkie i czyste. - Powiedział Lucas.
-Sprawny masz ten język. - Diler ledwo powstrzymywał śmiech.
-Wiesz, te lody w lecie czynią z Henryka mistrza.
-Lucas! - Uniosłam się, wiedząc że w pomieszczeniu jest dziecko. Mimo to zaczęłam się śmiać.
- No co? Ty w lecie, na taki upał, lodów nie liżesz? Przecież wtedy to największa przyjemność.
-Ja bardzo lubię lody. - Wtrąciła mała.
-Nie tylko ja jestem fanatykiem.
-Teraz ciągle będziesz się chwalić, że byłeś w męskim burdelu w lecie? - Diler parsknął śmiechem.
-Nie masz pojęcia jakie tam mają genialne zaopatrzenie.
-Mamusiu a co to burdel? - Spytała mała. Moje spojrzenie skierowane na Dilera i Lucasa było w tej chwili zabójcze.
-Skarbie to takie miejsce, gdzie...
-Panuje totalny bałagan. - Wtrąciła Brie ratując całą sytuacje.
-Czyli, że przez te dni kiedy cię nie było w naszym domku był burdel? - Wszyscy zareagowali śmiechem. Fabian zmierzwił włosy Beth. 
-Czekaj, czekaj. Kto to Henryk? - Spytał Fabian, przypominając, sobie wypowiedź Lucasa.
-Mój język. Co, twój nie ma imienia?
-Wiesz, nie ma takiej konieczności.
-Moim zdaniem Nina byłaby zachwycona, gdyby jednak miał imię. - Lucas zabawnie poruszył brwiami, a ja pewnie zrobiłam się czerwona jak burak. Nasza rozmowa trwałaby dalej gdybyśmy nie usłyszeli pukania do drzwi, które po chwili otworzyły się, a moim oczom ukazali się policjanci.
-Dzień dobry. - Powiedzieli wchodząc do środka. - Moglibyśmy Pani zadać kilka pytań dotyczących Trevora Hilla?

   Tak to wszystko się zaczęło. Gdy opuściłam szpital moim drugim domem został komisariat policji. Pierwsze pytania dotyczyły porwania, o którym nikt nic nie wiedział włącznie ze mną. Jednak moja pamięć powróciła, a wraz z nią cała reszta wspomnieć.
***
   Stałam przed budynkiem The Sun i czekałam na Fabiana. Zamiast samochodu Ruttera, przy chodniku ujrzałam stojący obcy samochód. Czułam się niepewnie, ale starałam się nie panikować. Przecież to Londyn i nie tylko Fabian jeździ samochodem. Jednak później żałowałam, że nie byłam bardziej ostrożna.
   Nagle poczułam czyjeś silne ramię trzymające mnie wzdłuż klatki piersiowej oraz materiał przy twarzy. Ledwo oddychałam, a jedyne powietrze jakie dostawało się do moich płuc było zmieszane z tym czymś na chustce przy moich ustach. Po chwili moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie miałam już sił się szamotać, ledwo stałam na nogach. Kilka sekund później nie widziałam już nic.
    Nie wiem ile czasu minęło zanim się obudziłam, ale otwierając oczy ujrzałam, że jestem w poruszającym się samochodzie. Wyjrzałam przez okno i nie byłam w stanie rozpoznać mijanych krajobrazów. Do tego bolała mnie głowa i nie byłam w stanie normalnie myśleć.
-Witaj skarbie. - Głos Trevora dotarł do mnie.
-Co mi zrobiłeś?
-Nic takiego. Tylko powąchałaś parę kropli eteru dietylowego*. Dzięki niemu spokojnie mogłem cię zabrać i będziemy mogli być szczęśliwy. - Otępiały umysł pracował jak najlepiej tylko mógł, by zrozumieć co tutaj się dzieje.
-Gdzie my jedziemy?
-Gdzieś gdzie nikt nas nigdy nie znajdzie. - Wtedy w moich myślach zapaliła się czerwona lampka. Nie mogę mu pozwolić, by mnie porwał i schował przed światem.
    Nie myśląc zbyt wiele chwyciłam za klamkę w drzwiach i wyskoczyłam. Trevor jechał szybko, więc z ułamku sekundy zaczęłam się modlić, by przeżyć upadek.
    Wszystko trwało szybko. Pisk opon samochodu w trakcie hamowania, moje obolałe ciało turlające się po asfalcie i ten okropny ból głowy. Mimo wszystko wiedziałam, że on po mnie wróci. Powoli wstałam i wtedy poczułam ciepłą i lepką ciecz płynącą po mojej twarzy. Nie zwracałam na to uwagi. Ruszyłam biegiem przed siebie. Ręka i kolana piekły niemiłosiernie, lecz dźwięk samochodu będącego coraz bliżej mnie dodawał mi sił. Byłam pewna, że gdybym nie uskoczyła w bok, potrąciłby mnie. Jednak to też nie był zbyt dobry wybór. Potknęłam się u upadłam, a moje ciało i tak już obolałe dostało kolejnego wstrząsu. Tym razem nie byłam w stanie się podnieść. Leżałam w trawie mając nadzieję, że jakimś cudem Hill mnie nie zauważy. Walczyłam, by nie stracić przytomności.
   Gdy samochód odjechał ogarnęło mnie szczęście, które szybko minęło. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, do tego byłam ranna i słaba. Rozejrzałam się po okolicy. Kilkadziesiąt metrów dalej ujrzałam dom. Zebrałam resztki sił i ruszyłam w jego kierunku. Potykałam się na każdej nierówności, ledwo widziałam na oczy, a mój umysł nie przyswajał już nic. Droga strasznie się dłużyła, jednak nie miałam zamiaru się poddać. Nie mogłam zostawić Bethany...
   Dotarłam na miejsce i zapukałam do drzwi. Gdy otworzyła je jakaś kobieta, nie miałam już siły na nic. Zemdlałam.
***
    Po tym przesłuchaniu byłam wzywana na kolejne. Do tego byłam obserwowana i za każdym razem, gdy znaleźli mężczyznę choć odrobinę podobnego do Hilla, byłam wzywana na okazanie. Sprawa była poważna, a ja byłam głównym świadkiem. Byłam już tym wszystkim zmęczona. Każdą informację, którą policja usłyszała wcześniej, musiałam potwierdzać. Do tego ciągle nie powiedziałam nikomu, że odzyskałam pamięć. Czasem zastanawiałam się czy Fabian czegoś nie podejrzewa. Przecież te wszystkie wyjaśnienia, rozmowy... Jest policjantem. Na pewno coś mu powiedzieli, ale wtedy pytałby kiedy to się stało i jak. Może jednak nic mu nie mówią, z tego względu że mnie zna?
    Gdybym była świadoma, że jednego dnia moje życie legnie w gruzach... Powiedziałabym mu to wcześniej. Dowiedziałby się w lepszych okolicznościach, a nie gdy...
------------------------------------------------------------------------------------------------------
*internet mówi, że ten środek czasem jest wykorzystywany do narkozy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam :)
Przepraszam, że zniknęłam na tak długo nie dając żadnego znaku życia, ale sporo się działo i nie dawałam rady pisać. Jakaś blokada we mnie dodatkowo robiła swoje.

Teraz co do rozdziału. Zakończony w dziwny sposób, ale właściwy. Przecież nie mogę od razu wszystkiego powiedzieć :) Wszystko wyjaśni się chyba w następnym rozdziale. Rozdział miał być o wiele krótszy, ale na szczęście taki nie wyszedł.
W jaki sposób Nina została porwana też wyjaśniłam ^^ Jest to zrobione w dość nietypowy sposób, ale moim zdaniem ciekawy. Chciałam by to wyglądało jak jej wspomnienie, ale nie jestem pewna czy mi to wyszło.

Nie rozpisując się więcej.
Miłego :)
Karen