czwartek, 7 maja 2015

[14] "Co z nią?"

 MUZYKA
~Fabian~
   Nina ruszyła w kierunku wyjścia. Widziałem ból w jej oczach. Dlaczego jej wszystkiego nie powiedziałem?
-Rutter na co czekasz, idź za nią. Ten wasz kochany gang może czekać na nią. - Komentarz przełożonego przywrócił mnie do rzeczywistości. Chwyciłem broń leżącą na biurku i ruszyłem za Niną. Chciałem do niej podejść, ale wiedziałem że to pogorszy sprawę. Szedłem w bezpiecznej odległości, gdy jakiś żebrak zaszedł mi drogę.
-Poratuj biednego. - Zatrząsł pustym kubkiem.
-Przepraszam, śpieszę się. - Ujrzałem jak brunetka skręca w jedną z alejek. Mężczyzna przede mną ani drgnął. Wrzuciłem mu parę drobniaków i ruszyłem w stronę niebieskookiej. Gdy dotarłem na miejsce ujrzałem zapłakaną Ninę, a przed nią mężczyznę celującego w nią bronią. Odbezpieczyłem pistolet i przystawiłem go do ciała szatyna.
-Opuść broń. - Nina otwarła oczy i iskra ulgi zabłysła w nich.
-No nie powiem szybki jesteś. - Znam ten głos. Słyszałem go gdzieś raz, ale takiej barwy głosu nie da się zapomnieć.
-Trevor. - Syknąłem cicho. Wtedy uderzył łokciem moją dłoń, przez co dostał dodatkowy czas na strzał i ucieczkę. Gdy zaczął się oddalać, strzeliłem do niego. Popatrzyłem na Ninę i zdałem sobie sprawę, że Hill ją trafił. Ujrzałem czerwoną plamę na lewym barku. Podbiegłem do niej i złapałem jej upadające ciało.
-Błagam cię, wytrzymaj. Powiem ci wszystko co tylko chcesz, tylko nie odchodź. - Szybko sprawdziłem jej stan, który pogarszał się z każdą sekundą. Zadzwoniłem na pogotowie. Po kilku minutach przyleciał helikopter. Ulica była opustoszała, więc miał gdzie wylądować. Gdy wnosiliśmy Ninę do pojazdu jej puls był słaby. Patrzyłem na odlatujący helikopter, w którym miłość mojego życia walczy o życie.

   Siedziałem pod salą operacyjną i czekałem. Każda sekunda niewiedzy była dla mnie piekłem.
-Fabian, gdzie ona jest? - Zapłakany głos Amber dobiegł do moich uszy.
-Właśnie ją operują. - Odparłem nie odrywając wzroku od jednego punktu.
-Jak to się stało? - Opowiedziałem im wszystko. Gdy mówiłem o stanie brunetki głos mi się załamał.
-Będzie dobrze. Wyjdzie z tego. - Mason dotknął mojego ramienia, lecz, gdy Amber przytuliła się do niego, zabrał dłoń.

   Czekaliśmy już ponad godzinę, a może dwie. Sam nie wiem. Przestałem patrzeć na zegarek, bo to mi w niczym nie pomaga. Krążyłem przed salą nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
-Ile to jeszcze może trwać? - Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Po chwili lekarz wyszedł. Od razu podszedłem do niego.
-Co z nią? - Spytałem.
-Kim Pan jest dla pacjentki? - Przez chwilę, ułamek sekundy, zastanawiałem się co powiedzieć.
-Jestem jej narzeczonym. - Trochę mija się z prawdą, ale lekarz o tym nie wie.
-W takim razie zapraszam do gabinetu.

   Siedziałem w białym pomieszczeniu na skórzanym fotelu.
-Nie będę Pana okłamywał. - Zaczął lekarz. - Stan Panny Martin jest ciężki. Kula uszkodziła płuco, a gdyby trafiła kilka centymetrów niżej przebiłaby serce. W trakcie operacji mieliśmy ciężkie zadanie, by wyjąć kulę. Na kilka sekund serce pacjentki przestało bić. W tej chwili Pani Martin ma problem z oddychaniem, a serce jest słabe. Zrobiliśmy co w naszej mocy. Najbliższe 24 godziny zdecydują o wszystkim. - Nina prawie umarła na stole operacyjnym, a teraz walczy o życie i to wszystko przeze mnie.
-Mógłbym siedzieć przy niej?
-To niedopuszczalne w jej stanie, ale... mogę zrobić wyjątek. Zaprowadzę Pana.

   Wszedłem do sali, a to co ujrzałem złamało mi serce. Nina była blada. Podpięto do niej wiele urządzeń. Jedno z nich pomagało jej oddychać. Delikatnie chwyciłem jej dłoń, bojąc się że zrobię jej krzywdę. Łzy pojawiły się w moich oczach, gdy poczułem chłód jej ciała.
-Przepraszam Cię. Gdybym tylko mógł cofnąć czas... - Pocałowałem jej dłoń. - Proszę Cię, walcz. - Patrzyłem na jej nieruchome ciało. Na odkrytym ramieniu dostrzegłem opatrunek. Wspomnienie z przed kilku godzin nagle do mnie wróciło.

   Stałem przed salą i piłem już którąś z kolei kawę. Dochodziła północ, a stan Niny nie zmienił się.
-Fabian jedź do domu. Odpocznij trochę. - Amber stanęła obok mnie. Z Masonem wrócili z bufetu. - Ja z nią zostanę.
-Nie ma mowy. Nigdzie się nie ruszam. - Owszem byłem zmęczony, a to, że dziś wstałem wcześniej niż zwykle dało mi się we znaki, ale choćby nie wiem co się działo nie ruszę się stąd. - To ja odpowiadam za jej stan.
-Nawet tak nie mów. - Po odpowiedzi blondynki zdałem sobie sprawę, że ostatnie słowa wypowiedziałem na głos.
-Ale to prawda. gdybym powiedział Ninie prawdę... Gdybym nie pojawił się w jej życiu byłaby bezpieczna. Byłoby lepiej gdybym to ja teraz tam leżał a nie ona.
-Czasu nie cofniemy. Nie możesz teraz odejść, bo ona w tej chwili potrzebuje cię najbardziej. Mogę się założyć, że walczy tylko dla ciebie. Nie możesz się poddać. Musisz jej pokazać, że jesteś przy niej... silny. - Spojrzałem na Ninę. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie. Wiedziałem, że połowę pracy wykonują maszyny.
-Dziękuje ci Amber. - Wyrzuciłem pusty papierowy kubek do kosza i objąłem blondynkę. Wiedziałem, że jej też nie jest łatwo.
   Nagle maszyny zaczęły wydawać głośne dźwięki. Lekarze w mgnieniu oka znaleźli się w sali Niny z kolejnymi urządzeniami.
-Co się dzieje? - Wszedłem za nimi, lecz pielęgniarka powstrzymała mnie w połowie drogi.
-Proszę poczekać na zewnątrz. - Kobieta chciała zamknąć drzwi, nie pozwoliłem jej na to.
-Chcę wiedzieć co się z nią dzieje.
-Akcja serca została zatrzymana. Teraz przepraszam, muszę już iść. - Pielęgniarka zamknęła drzwi, a ja poczułem ukłucie w sercu. Bez namysłu ruszyłem w kierunku wyjścia. Słyszałem wołanie Amber i Masona, ale nie reagowałem. Musiałem się stąd wydostać.
   Usiadłem na schodach wejściowych do szpitala. Schowałem twarz w dłonie, a łzy zaczęły płynąć. Kocham ją. Kocham Ninę jak wariat. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie wszystkim. Jeśli z tego nie wyjdzie... Nie, Fabian myśl pozytywnie. Wyjdzie z tego. Da radę, jest silna. Musi z tego wyjść. Musi.
   Patrzyłem w niebo pełne gwiazd i myślałem, gdy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Przetarłem twarz i podniosłem wzrok.
-Uratowali ją. Obudziła się na chwilę, mówiąc twoje imię. Potem straciła przytomność. - Mason przekazał mi informacje. - Chodź, lekarz chce z tobą porozmawiać. - Wstałem kiwając głową i udałem się do gabinetu doktora.

   Znów siedziałem w skórzanym fotelu. Tym razem nie musiałem zadawać pytań. Lekarz wiedział o co mi chodzi.
-Serce Panny Martin zatrzymało się na chwilę, lecz widać że kobieta walczy o życie, ponieważ dość szybko wszystko wróciło do normy. Podaliśmy jej odpowiednie leki. Sądzę, że to co najgorsze już minęło.
-Dziękuje Panu bardzo. Nie wiem jak mam wyrazić moją wdzięczność. - Powiedziałem.
-Nie ma za co. To moja praca. Panu, za to, radzę odpocząć. Pana narzeczona jest pod stałą opieką. - Podałem doktorowi dłoń, podziękowałem jeszcze raz i wyszedłem. Na korytarzu przekazałem wszystko Masonowi i Amber. Powiedziałem im też by jechali do domu odpocząć. Długo dyskutowali ze mną na ten temat, lecz ulegli. Gdy odeszli usiadłem na krześle obok łóżka Niny i wpatrywałem się w jej śpiącą twarz.

   Minęły dwa dni od postrzału Niny, a ona wciąż nie otworzyła oczu po raz drugi. Siedziałem przy niej cały czas. Tylko gdy przychodziła Amber z Masonem pozwalałem sobie na bufet. W wiadomościach szybko rozniosła się informacja o ciężkim stanie sławnej dziennikarki, to też Nathan, przyjaciel brunetki z pracy, przychodził z odwiedzinami kiedy tylko mógł.
   W tej chwili było około 5 nad ranem, wiec postanowiłem zdrzemnąć się chwilę na krześle. Chwyciłem dłoń dziewczyny i zamknąłem oczy.
   Po chwili poczułem uścisk dłoni. Gdy otwarłem oczy i spojrzałem na zegarek zdałem sobie sprawę, że ta chwila trwała trzy godziny.
-Nina? - Czekałem na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Po chwili otworzyła oczy, a jej wzrok spoczął na mnie.
----------------------------------------------------------------------------------
Surprise!!!
Oto przed wami, a raczej za wami, nowy przed wczesny rozdział. Wena dopisała, więc czemu mam zwlekać z publikacją.
Nie wiem jak wy, ale ja pisząc ten rozdział uroniłam kilka łez. Co jak co, ale podoba mi się ta część. A wam? Co o tym sądzicie?

Mam w planach kolejny "sezon" mojego opowiadania. Co prawda do końca tego jeszcze cho cho, ale trzeba planować wszystko wcześniej. I tutaj mam pytanie do was. Chcecie czytać więcej moich wypocin, bo jak na razie komentuje tylko jedna osoba i jestem jej mega wdzięczna, że jest :*
Spokojnie nie myślę o odejściu, tylko chciałabym wiedzieć ile osób to czyta.

No to miłego :)
Karen

5 komentarzy:

  1. Od razu mówię na początku, że możesz na mnie liczyć ;)
    Czytając ten rozdział też się popłakałam.
    Jestem happy, że planujesz kolejny sezon. Moje "modły" zostały wysłuchane ;P
    I tak... Chcemy więcej twoich wspaniałych wypocin ! ;>
    Mam nadzieję, że kolejną część jeszcze wstawisz w tym tygodniu, bo nie mogę się już doczekać.
    Nathalia/ Pisarka .xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym tygodniu to raczej się już nie wyrobie z nowym rozdziałem, ale specjalnie dla ciebie mogę spróbowac :*

      Usuń
    2. Trzymam mocno kciuki :) :*

      Usuń
  2. Czy tylko ja nie placze :( oj znasz mnie, ale nie wiedzialas ze bede czytac o 1 w nocy ^^ co gorsza spodobalo mi sie jak dojde do aktualnego rozdzialu to cie zamecze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mi się miło na serduchu zrobiło. Ty o 1 w nocy czytasz. Nie masz pojęcia jak teraz się szczerze do monitora :*

      Usuń