sobota, 30 maja 2015

[17] ''Zabieram cię na randkę. ''

~Nina~
   Uzgodniłyśmy z Amber, że nasze ,,przesłuchanie'' zaczniemy po świętach. Obie chciałyśmy spędzić ten okres z chłopakami w spokoju.
   Zeszłyśmy na dół, a gdy tylko pojawiłyśmy się w salonie bruneci ucichli.
-Poplotkowałyście już? - Spytał Mason i wyciągnął dłoń dając Amber znać by do niego podeszła. Siedział na fotelu, wiec usiadła mu na kolanach. On objął ją i pocałował w policzek.
-Tak. - Powiedziałam opierając się o ścianę.
-O czym rozmawiałyście tak długo? - Wymieniłyśmy z blondynką spojrzenia.
-O niczym ważnym. - Fabian podszedł do mnie i objął mnie od tyłu w pasie. - A wy o czym rozmawialiście?
-O naszych cudownych dziewczynach i kupionych dla nich prezentach. - Oddech bruneta łaskotał mnie w szyję. Zaśmiałam się i odsunęłam go lekko.
-To nie jest fair. My jesteśmy cały czas przez was obserwowane. - Amber chyba czyta mi w myślach.
-No bo niby jak mamy wam zrobić niespodziankę z prezentu. - Poparłam ją.
-Oto chodzi. Nas nie da się zaskoczyć.
-W takim razie zawieramy umowę. Nie kupujemy sobie nic pod choinkę. - Spojrzałam na moich przyjaciół. Po minie chłopaków wywnioskowałam, że nie podobał im się ten pomysł, ale po chwili każdy zgodził się ze mną.

   Do świąt Bożego Narodzenia zostały nie całe dwa tygodnie. Ubłagałyśmy chłopaków o zakupy. Niestety nie zgodzili się byśmy szły same. Z jakichś powodów stali się strasznie nadopiekuńczy. Ja rozumiem, że wykonują swoją pracę dotyczącą programu ochrony świadków, ale do sklepu chyba same możemy wejść. Jak widać nie. Gdzie nie poszłyśmy oni byli jak cienie. Nawet nie przeszkadzało im chodzenie w kółko po tych samych sklepach czy noszenie naszych zakupów.
-Wy na prawdę musicie nas kochać. - Powiedziała Amber, gdy usiedliśmy w kawiarni.
-Zastanawiam się czy nie zmienić zdania co do tego. - Blondynka szturchnęła Masona, a po chwili zaczęli się śmiać. Mi nie było do śmiechu. Wiedziałam, że oni coś ukrywają i to coś poważnego. Co jeśli wpakowali się w coś z mojego powodu? Nie wierzę w to co mnie spotkało. W tym wszystkim jedyną dobrą rzeczą jaka mnie spotkała było spotkanie Fabiana. Jestem szczęściarą, że mam go przy sobie. Przy nim czuję się bezpiecznie i... Jeszcze nigdy tak się nie czułam. Za każdym razem gdy mnie dotyka, przez moje ciało przechodzą dreszcze. Jego głos i bliskość uspakajają mnie. Gdy mnie przytula... mogłabym tak spędzić wieczność, a gdy całuje... Każdy pocałunek wydaje się być tym pierwszym.
-Nina, słyszysz mnie? - Głos Fabiana przywrócił mnie do rzeczywistości.
-Przepraszam zamyśliłam się. Co mówiłeś?
-Spytałem czy możemy już wracać?
-Tak, wracajmy.

2 tygodnie później
   Do wigilijnej kolacji została godzina. Posiłki są już gotowe, stół został nakryty, dekoracje powieszone, a światełka zostały już zaświecone. Tylko ja nie pasowałam do tego widoku. Pobiegłam do łazienki zabierając po drodze potrzebne rzeczy.

   Założyłam niebieską sukienkę, nałożyłam lekki makijaż i spięłam niektóre pasma włosów. Farba z czasem zaczęła się z nich zmywać, przez co moje włosy miały odcień podobny do jasnego brązu. Założyłam czarne buty na obcasie i byłam gotowa.

   Gdy zeszłam do salonu wszyscy już tam byli.
   Amber miała na sobie czarną sukienkę i czerwone szpilki, a Mason założył garnitur.
   Na końcu mój wzrok spoczął na Fabianie. Miał białą koszulę i czarną marynarkę. Czarne spodnie i buty idealnie do tego pasowały. Włosy jak zwykle zmierzwił, ale mi to nie przeszkadza. Jego spojrzenie także było skupione na mnie.
-Ślicznie wyglądasz. - Powiedział gdy podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Dziękuje. Tobie też niczego nie brakuje. - Zaśmiał się na moje słowa.
   Po chwili zaczęliśmy składać sobie życzenia, a gdy to zrobiliśmy usiedliśmy do posiłku.

   Było około 22:00. Fabian brał prysznic, a ja siedziałam na fotelu w salonie przy elektronicznym kominku i czytałam książkę. Poczułam czyjeś ramiona obejmujące mnie za szyję, a po chwili włosy bruneta zaczęły łaskotać mnie w ucho.
-Co robisz? - Spytał mnie Fabian.
-Staram się czytać. - Zaśmiałam się. Zamknęłam książkę i wtuliłam się w ciepłe ramiona.
-Mam dla ciebie niespodziankę. - Powiedział po chwili. - Wiem, że powiedzieliśmy sobie, że nic nie kupujemy, ale kupiłem coś zanim ci to obiecałem. Gdy to ujrzałem nie mogłem się powstrzymać, bo od razu pomyślałem o tobie. Zamknij oczy.
-Po co?
-No zamknij. - Zrobiłam to o co poprosił. Słyszałam jego oddalające się kroki, a po chwili znów był przy mnie. Poczułam coś zimnego spoczywającego na mojej klatce piersiowej. Otwarłam oczy i ujrzałam wisiorek z literą F zawieszoną na nim.
-Jest śliczny. Dziękuje. Czuję się winna bo nic dla ciebie nie mam. Nie tak się umawialiśmy. - Uklęknął przede mną.
- Mi wystarczy, że będziesz przy mnie. - Zbliżył się i pocałował mnie. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie. Czułam jak się uśmiecha. Przypuszczałam, że nie wygodnie mu w takiej pozycji, ale ani na chwile nie oderwał ust od moich. Po chwili wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Leżeliśmy w ciszy przytuleni do siebie. Przypuszczałam, że chciał czegoś więcej, ale nie dał po sobie tego poznać. Zaczęłam głaskać go po policzku, a on oplatał moje włosy wokół swoich palców. Czułam się przy nim bezpiecznie. Miałam gęsią skórkę za każdym razem gdy jego dłoń muskała moje ucho.
-Dlaczego mi się przyglądasz? - Spytałam gdy poczułam jego wzrok na sobie.
-Nie mogę nacieszyć się twoim widokiem. Mógłbym tak leżeć i cię oglądać godzinami. Nigdy by mi się to nie znudziło. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam go. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej a on okrył mnie pierzyną. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

   Obudziłam się rano i spostrzegłam, że Fabiana nie ma przy mnie. Wstałam i wzięłam poranny prysznic. Wychodząc z łazienki poczułam przyjemny zapach dochodzący z kuchni. Ubrałam ciepły sweter i jeansy, włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół i zobaczyłam bruneta stojącego przy blacie. Na stole leżały już tosty i sałatka. Zapach parzonej kawy mieszał się z zapachem żywej choinki. Zawsze kochałam święta. Rodzinna atmosfera, ozdoby, światełka. Wszystko nadaje tym dniom uroku.
   Usiadłam przy stole, gdy Fabian kład kubki pełne świeżej kawy na stół.
-Za bardzo mnie rozpieszczasz. - Powiedziałam gdy siedzieliśmy już wygodnie. - Daj mi chodź raz zrobić śniadanie.
-Nie mam serca budzić cię, gdy tak słodko śpisz, a że nie mam co robić to zajmuje się rozpieszczaniem ciebie. - Posłałam mu szczery uśmiech i chwyciłam jego dłoń. Wtedy do jadalni weszli Amber i Mason, trzymając się za ręce. Przyłączyli się do nas i zaczęliśmy jeść. Przywykłam już do takich wspólnych posiłków. Wcześniej zazwyczaj jadłam sama, ponieważ Amber albo spała albo była już w pracy. Teraz stało się to dla mnie codziennością, chodź czasem tęsknie za starym trybem życia. Każdego ranka wiedziałam co będę robić. Każdy dzień był bezpieczny i spokojny. Teraz jestem szczęśliwa, bo mam wokół siebie osoby, które kocham, lecz ciągły strach o nich, o to co przyniesie jutro chwilami jest nie do zniesienia.
-Nina wszystko w porządku? - Ręka Fabiana sprowadziła mnie do rzeczywistości.
-Tak. - Uśmiechnęłam się sztucznie i wstałam od stołu. Usiadłam skulona na sofie, opierając brodę na kolanach. Chciałabym żyć tak jak wcześniej tylko z Fabianem u boku. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Brakuje mi też pisania i chodzenia po mieście w poszukiwaniu ciekawych tematów na reportaż.
   Ramię mężczyzny objęło mnie.
-Co się dzieje?
-Przepraszam, że zepsułam wam śniadanie.
-Nie zepsułaś i tak już skończyliśmy. Dlaczego jesteś taka smutna?
-Minęły chyba z 4 miesiące odkąd zostawiłam pracę i zaczęłam żyć w ciągłym strachu. Czasem chciałabym normalnie wyjść z tobą na ulicę bez ukrywania się czy ochrony. Wiem, że to głupie, ale...
-To wcale nie jest głupie. Rozumiem cię. Co ty na to by dziś mieć normalny dzień.
-Co masz na myśli?
-Zabieram cię na randkę.

   Nastał wieczór. Siedzę w samochodzie Fabiana i staram się z niego wyciągnąć cokolwiek.
-Zdradź chodź odrobinę. - Nie dawałam za wygraną. Brunet zaczął się śmiać.
-Bądź cierpliwa. - Po chwili ujrzałam ogromną choinkę, a wokół niej ludzi jeżdżących na łyżwach.
-Lodowisko?
-Tak. Chciałaś normalną randkę. Wiesz normalnie zabrałbym cię do kina, ale uznałem że to mało oryginalny pomysł.
-Nie jeżdżę zbyt dobrze na łyżwach.
-Ja też nie. Przynajmniej będzie zabawnie. - Zaczęłam się śmiać.
   Jeździliśmy trzymając się za ręce. Fabianowi szło zdecydowanie lepiej niż mi. Kilkakrotnie straciłam równowagę, lecz Rutter nie pozwolił mi upaść. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Pierwszy raz od dawna poczułam, że jestem we właściwym miejscu.
   Po godzinie znów siedziałam w samochodzie.
-Gotowa na ciąg dalszy? - Spytał Fabian.
-Co?
-Chyba nie sądziłaś, że przygotowałem tylko lodowisko.
-Więc co mas jeszcze czeka? - Fabian zatrzymał się przed restauracją.
-Kolacja. - Wysiadł z samochodu. Sięgnęłam po torebkę, a gdy miałam otworzyć drzwi on zrobił to za mnie.
-Dziękuje. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Chwycił moją dłoń i poprowadził do drzwi wejściowych.
    Siedzieliśmy przy stoliku ciesząc się wspólnie spędzonym wieczorem. Wyśmienity posiłek popijaliśmy winem, wiec czekał nas spacer powrotny.

   Szliśmy objęci w kierunku domu. Nie mówiliśmy nic. Słowa nie były nam potrzebne. Rozumieliśmy się dobrze mimo, że wokół nas panowała cisza.
   Skręciliśmy w uliczkę, która prowadziła w przeciwnym kierunku.
-Gdzie idziemy? - Spytałam rozglądając się po okolicy. Nie mogłam rozpoznać tego miejsca.
-Chcę pokazać ci coś jeszcze. - Byliśmy coraz dalej od głównej drogi. Do moich oczu zza zakrętu zaczęło docierać niebieskie światło. Spojrzałam zdziwiona na Fabiana, a on tylko pocałował mnie w czoło. Po kilku krokach ujrzałam krajobraz zapierający dech w piersiach.
-Jak tu ślicznie. - Powiedziałam podziwiając ozdobione drzewa. Usiedliśmy na pobliskiej ławce, a brunet objął mnie ramieniem.
-Przychodzę tutaj co roku. Mało osób wie o tym miejscu, mimo że jest tak niedaleko. Te światełka są tutaj cały rok, ale tylko w Boże Narodzenie jest tutaj tak pięknie. Czasem przychodzę tutaj w powszechne dni. Cisza i spokój pozwalają przemyśleć wiele spraw. - Wtuliłam się w niego słuchając jego słów. - Jesteś pierwszą osobą, której pokazałem to miejsce. Chciałbym byś wiedziała, że jesteś dla mnie wyjątkowa i jedyna. Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
-Kocham cię, wiesz? - Uśmiechnął się na moje słowa i złączył nasze usta w pocałunku.
-Dziękuje ci. - Powiedziałam po oderwaniu. Byłam mu wdzięczna, że zorganizował ten dzień
-Nie masz za co.
-------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani. Jak wam minął tydzień?
Dziś trochę spokojnie i romantycznie.
Wiem, że trochę nie tematycznie. U nas prawie czerwiec, a w opowiadaniu Boże Narodzenie, ale jakoś tak wyszło :)
A teraz ważna informacja. Mam drobny problem z internetem. Raz jest raz go nie ma. W związku z tym nie wiem czy następny rozdział pojawi się za tydzień czy może będzie z lekkim opóźnieniem, ale postaram się napisać go na czas.
Dziękuje za tak wysoki licznik odwiedzin. Dziękuje wam, że wciąż jesteście ze mną i czytacie moje wypociny.
Chyba nie będę mogła się rozpisać, bo zaczyna grzmieć a nie chcę zwlekać z dodaniem rozdziału, wiec czekam na wasze komentarze z opinią :)

Miłego
Karen

1 komentarz: