środa, 29 lipca 2015

[29] ''Choćby nie wiem co się działo to się nigdy nie zmieni.''

 Ten rozdział dedykuje mojej kochanej Lark, która nie może wejść na bloga, ale mimo to jest na bieżąco.  Mam nadzieję, że ci się spodoba :)
-------------------------------------------------------------------------------------------
         2 miesiące później
~Nina~
   Przez ostatnie dni sporo się wydarzyło. Częściowo pogodziłam się ze śmiercią Nathana. Wciąż mi go brakuje. Czasami miewam koszmary, ale staram się z nimi uporać zanim przerodzą się w coś gorszego.
   Fabian czuje się już lepiej. Zamieszkaliśmy u niego, a dzięki ćwiczeniom powoli wraca do formy. Natomiast my zaczynamy cieszyć się sobą i spokojem, który aktualnie panuje. Jedyne co nie udało nam się zorganizować to walentynki. Gdy 14 lutego pojawił się na kalendarzu Rutter wciąż był w szpitalu. Trochę mi smutno, że nie spędziliśmy tego święta lepiej, ale nie narzekam. Ważne, że byliśmy razem.
   Ostatnio Scott sporo nam pomógł. Odszedł z policji i zajął się chronieniem mnie. Co prawda od pogrzebu Trevor i Jack nie dawali znaku życia, a Killersi gdzieś zniknęli, to pozostaliśmy ostrożni. Jestem przekonana, że ta cisza jest zapowiedzią czegoś większego.
   A Amber i Mason? Żyją w najlepsze. Z powodu spokoju zaczęli planować wesele. Wyznaczyli już datę ślubu, która wypada za około pół roku. Ani jedno ani drugie nie chce zdradzić dokładnej daty. Poprosili mnie i Fabiana byśmy zostali ich świadkami. Oczywiście zgodziliśmy się.
-Nina? - Głos Fabiana przywrócił mnie do rzeczywistości.
-Hmm?
-Pytałem czy masz ochotę gdzieś dzisiaj wyjść.
-Przepraszam zamyśliłam się. Z miłą chęcią gdzieś wyjdę. Oczywiście jeśli będziesz mi towarzyszyć.
-To się rozumie samo w sobie. - Uśmiechnęliśmy się do siebie, a brunet złączył nasze usta w pocałunku, który od razu odwzajemniłam. Od momentu gdy opuścił szpital wychodziliśmy tylko do kliniki, w której odbywała się rehabilitacja.
   Niechętnie odsunęłam się od niego.
-To gdzie dziś pójdziemy? - Spytałam patrząc w jego brązowe oczy.
-Niespodzianka.
-Oj daj spokój. Chociaż raz mógłbyś mi powiedzieć, gdzie pójdziemy. - Usiadłam na jego kolanach i oplotłam ręce wokół szyi. Poczułam na pasie jego dłonie.
-Mówiłem ci wcześniej. Za każdym razem znajdowałaś wymówkę, by nie iść.
-Bo martwię się o ciebie.
-Słuchaj. Przez ponad miesiąc siedziałem uziemiony. Teraz już wszystko ze mną w porządku tylko przez leniuchowanie straciłem trochę kondycji.
-Trochę? Ledwo po schodach wychodzisz. - Zaśmiałam się, gdy ujrzałam jego minę. Tak teraz myślę, że chyba pożałuję tych słów.
-Aż tak źle ze mną nie jest. - Jego usta wykrzywiły się ukazując rząd białych zębów.
-To co... - Pocałowałam go czule i poruszyłam się lekko na jego kolanach. Zareagował tak jak się spodziewałam. Uśmiechnęłam się między pocałunkami. - Powiesz gdzie idziemy?
-Nie. - Spojrzał w moje oczy uśmiechając się. W jego oczach widziałam te drobne błyski pożądania.
-Szkoda. - Starałam się wyglądać jak najbardziej obojętnie i wstałam z jego kolan. Nie przemyślałam moich poczynań. Zapomniałam jak ten przystojny brunet na mnie działa i odejście od niego w takim stanie nie było łatwe.
-Ty...- Zmrużył oczy. - Wykorzystujesz to jak na mnie działasz. Nie ładnie. - Zaczął wstawać, a ja ruszyłam do ucieczki. Niestety nie uciekłam za daleko. Przy schodach jego silne ramiona złapały mnie. - Teraz... - Czułam jego oddech na szyi. Walczyłam, by nie przymknąć powiek z rozkoszy. - Moja kolej. - Sunął dłonią po moich żebrach schodząc coraz niżej. Wstrzymałam oddech gdy drugą dłoń wsunął pod moją bluzkę. Już miałam dać za wygraną, odwrócić się do niego i pocałować gdy ktoś zapukał w drzwi wejściowe.
-No cóż, to będzie musiało poczekać. - Oswobodziłam się z jego uścisku. Spojrzał na mnie tymi swoimi brązowymi oczami z rezygnacją. Pocałowałam go krótko i poszłam otworzyć drzwi.
-Scott, hej. - Powiedziałam otwierając szerzej drzwi by mężczyzna mógł przejść. Miller wszedł od salonu i zmierzył Fabiana wzrokiem.
-Oho. Czyżbym w czymś przeszkodził? - Nie odpowiedziałam nic tylko się zaśmiałam.
-Napijesz się czegoś? - Spytał Fabian.
-Nie dzięki. Przyszedłem wam tylko powiedzieć, że gadałem z Masonem. Wciąż nigdzie nie znaleźli po nich śladu. - Od jakiegoś czasu NYPD starają się znaleźć Killersów. Luke, przełożony ich grupy, dowiedział się o wszystkim. Obiecał nam, że Mastersów zostawi w spokoju jeśli tylko mu pomogą. I tak oto gang współpracuje z policją.
-Dzięki za informacje. - Miller miał już wychodzić, gdy głos Fabiana go powstrzymał. - A Scott... dzisiaj nie musisz przychodzić. - Wymienili się spojrzeniami, Miller uśmiechnął się i wyszedł.
-O co chodzi? - Spytałam.
-O nic.

   O 20:00 mieliśmy wyjść, więc dwie godziny wcześniej rozpoczęłam przygotowania. Zaczęłam wcześniej, bo wolę poczekać przygotowana niż śpieszyć się.
   Założyłam ocieplaną kremową sukienkę sięgającą przed kolana z długim rękawem i czarne szpilki. Długie włosy lekko podkręciłam na lokówce. Przy makijażu postawiłam na prostotę. Zrobiłam kreski kredką, rzęsy podkreśliłam tuszem, a na usta nałożyłam różową szminkę. Do tego czarna torebka i byłam gotowa.
   Fabian powiedział mi tylko, że idziemy do restauracji, więc zeszłam na dół i ujrzałam czekającego na mnie bruneta. W czarnej koszuli i brązowym garniturze wyglądał elegancko. Widać, że dobrze się czuje w tym stroju.
-Jestem gotowa. - Powiedziałam. Spojrzał na mnie i ujrzałam te iskierki w jego oczach.
-Ślicznie wyglądasz.
-Tobie też niczego nie brakuje.

   Po chwili jazdy samochodem byliśmy już pod restauracją. Obejrzałam zadbany budynek i spojrzałam na szyld.
-,,Skowronek z różą''? - Spytałam.
-Niedawno ją otwarli.
-Musiało cię sporo kosztować zarezerwowanie stolika w tak krótkim terminie.
-To nic takiego. - Chwyciłam go pod rękę, którą mi zaoferował i ruszyliśmy w kierunku wejścia.
   Drzwi do budynku otworzył nam mężczyzna. Skinął głową na przywitanie i zaprosił nas do środka. To co ujrzałam... Zaparło mi dech w piersiach. Na jednej ze ścian namalowane były skowronki siedzące na łodygach róż. Między niektórymi stolikami stały pergole z różnokolorowymi różami. W pomieszczeniu panował półmrok. Tylko duża ilość świec dawała światło. Wszystkie stoliki były puste. Jeden z nich został nakryty. Na białym obrusie rozsypane zostały płatki róż.
-Co to ma znaczyć? - Spytałam z zachwytem.
-Nasze spóźnione walentynki. Nie mogliśmy tego dnia spędzić normalnie, więc teraz to nadrobimy. - Moim oczom ukazała się niebieska róża. Odwróciłam się. Fabian trzymał w dłoni ich bukiet.
-Moje ulubione. Jak je dostałeś? Ciężko jest je znaleźć. - Przyjęłam bukiet i poczułam ich cudowny zapach. Był delikatny, ale wyraźny.
-Mam swoje znajomości. - Uśmiechnął się. Położyłam bukiet na stole, zarzuciłam ręce na szyję bruneta i pocałowałam go czule.
-Dziękuje ci za to wszystko. - Patrzyłam prosto w jego brązowe oczy.
-Nie masz za co. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - Kelner położył na stole talerze z posiłkiem a do kieliszków nalał szampana, z którego zrezygnowaliśmy. Fabian wciąż brał leki, a ja nie chciałam pić sama. Po wymianie znaczących spojrzeń zaczęliśmy jeść.

MUZYKA
-Zatańczysz ze mną? - Spytał gdy po posiłku zaczęła grać wolna melodia. Chwyciłam jego dłoń i pozwoliłam zaciągnąć się na środek sali. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki.
-Co czułaś gdy miałem wypadek? - Spytał nagle.
-Co? Dlaczego o to pytasz?
-Zmieniłaś się od tamtego czasu. Częściej się przytulasz i mnie całujesz. Dbasz o mnie jakbym był z porcelany. - Pogłaskał mnie po policzku. - Po prostu chciałbym odciągnąć cię od tych wszystkich negatywnych uczuć, dlatego proszę cię byś się z nimi podzieliła. - Od jego wypadku nie rozmawialiśmy o tym co się stało. Z jednej strony nie chciałam dodawać mu zmartwień, lecz z drugiej strony coraz ciężej żyło mi się z tym samej.
-Gdy dowiedziałam się o wypadku... Nie wiem jak to określić, ale czułam jakby jakaś część mnie zniknęła. Później odsłuchałam twoje wiadomości... -Wzięłam głęboki oddech, by powstrzymać łzy spowodowane powrotem wspomnień. - Zrozumiałam, że to przeze mnie to się stało. Serce mi pękło, gdy zdałam sobie sprawę, że możesz już do mnie nie wrócić. Martwię się o ciebie, bo nie chce cię stracić tak jak Nathana.
-Nigdy mnie nie stracisz. Zawsze będę przy tobie. Będę walczył o to by być przy tobie i cię uszczęśliwiać. Kocham cię i choćby nie wiem co się działo to się nigdy nie zmieni. Jesteś dla mnie wszystkim. I nie możesz się o to obwiniać. To była tylko i wyłącznie moja wina.
-Tylko gdybym nie wyszła, nie poszedłbyś mnie szukać. - Założył mi za ucho jeden kosmyk włosów, głaszcząc przy tym mój policzek.
-Gdybym nie powiedział tamtych słów nie wyszłabyś. Przepraszam cię za tamto. Nie jesteś moim problemem. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie byłbym w stanie żyć. - Wtuliłam się w niego. Dzięki tej rozmowie poczułam jakby kawałek ciężaru, który noszę na sercu zniknął.
   Poczułam jak pocałował mnie w głowę i zaczął głaskać po plecach. Jaka dziewczyna nie chciałaby mieć takiego chłopaka, który ją kocha i troszczy się o nią. Dla mnie, ten facet z którym właśnie tańczę jest idealny. Choćby nie wiem co się działo to się nigdy nie zmieni.

   Późnym wieczorem wyszliśmy z restauracji, trzymając się za ręce, gdy zadzwonił telefon Fabiana.
-Odrzucę. -  Powiedział wyjmując urządzenie z kieszeni. Spojrzał na ekran i zmarszczył brwi. - To Diler.
-Odbierz. Może to coś ważnego. - Wsiadłam do samochodu. Mimo ocieplanej sukienki odczułam chłód nocy.
   Po chwili wyraźnie rozdrażniony Rutter usiadł na miejscu kierowcy. Mastersi podarowali mu nowy samochód, który na moje oko był zdecydowanie za szybki.
-Co się stało? - Spytałam kładąc mu rękę na udzie.
-Diler przyjechał do miasta i oczywiście się ochlał. Zadzwonił do mnie bym mu pomógł. - Nakrył moją dłoń swoją i potarł jej wierzch kciukiem. - Muszę po niego jechać. Przepraszam to nie tak miało być.
-Nic nie szkodzi, rozumiem. Mimo to, to były moje najlepsze walentynki jakie miałam. - Pocałowałam go a po moim ciele rozeszło się ciepło. Te miękkie i ciepłe usta zawsze potrafiły zawrócić mi w głowie.

   Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przed klubem. Kolejka przed nim była długa, a muzykę było słychać w zamkniętym samochodzie.
-Zaczekaj tutaj. Zaraz przyjdę. - Brunet zniknął w tłumie. Zaczęłam przyglądać się czekającym ludziom. Przypomniałam sobie nasz pierwszy wspólny wypad do klubu. Wspominając pocałunek uśmiechnęłam się pod nosem.
   Nagle ujrzałam w tłumie rozczochrane blond włosy. Serce od razu zabiło mi szybciej. Przecież to nie może być on.
   Wyszłam z samochodu i próbowałam dostrzec twarz mężczyzny. Niestety stał do mnie tyłem.
-Nathan? - Spytałam szeptem, lecz nie usłyszałam odpowiedzi, a także nikt nie zareagował.
-Nina, wszystko w porządku? - Podskoczyłam słysząc głos Fabiana. Odwróciłam się w jego stronę. Pomagał Dilerowi wsiąść do tyłu. Spojrzałam jeszcze raz na tłum, w którym widziałam tego mężczyznę, lecz tym razem go nie ujrzałam.
-Tak. - Z przyspieszonym oddechem wsiadłam do samochodu.
-Nie wygląda na to. - Fabian dotknął mojej lekko drżącej dłoni. - Na pewno wszystko dobrze? Trzęsiesz się.
-To z zimna. Wszystko okej. - Uśmiechnęłam się do niego, gdy okrył mnie swoją marynarką.
-Hej gołąbeczki... - Diler na tylnym siedzeniu ledwo utrzymywał przytomność. - Wy to macie szczęście. Teresa mnie opuściła. W wielkim gównie zostawiła. Ehh... - Jak to Diler, znów zacząć rymować. Na poważnie zaczynam się zastanawiać skąd on bierze te wszystkie rymy.
-Co ty robisz w mieście? - Spytałam patrząc w jego lekko przekrwione oczy. Dzięki chwilowym zamieszaniu udało mi się uspokoić.
- Gadałem dziś z Lukiem, który jak na mój gust jest totalnym dupkiem. Ale szanuje gościa, bo dzięki temu mnie nie zapuszkuje. - Skrzywił się co w jego wykonaniu wyglądało naprawdę komicznie. - Wiecie, strasznie tu wygodnie... - Oparł głowę o szybę i zasnął. Po chwili zaczął chrapać. Zaśmiałam się widząc grymas na twarzy Fabiana.
-Mogło być gorzej. - Powiedziałam gdy włączył silnik.

   Położyliśmy pół przytomnego Dilera u nas na kanapie. U nas. Jak to fajnie brzmi. Przywykłam do tego, że mieszkam z Fabianem i dziwnie było, gdy któreś z nas mówiło ''twój dom''. Nie ważne czy byliśmy u niego czy u mnie. To był nasz dom.
   Rutter poszedł wziąć prysznic, gdy ja przygotowałam dla nas herbatę. Położyłam ją na stoliku nocnym. Z szafy wyjęłam jego podkoszulek, w którym śpię od dłuższego czasu i spodenki. Gdy brunet wyszedł zajęłam jego miejsce.
-Zdecydowanie lepiej wyglądasz w moich rzeczach. - Powiedział gdy wyszłam z łazienki. Siedział na łóżku w samych spodniach. Ta jego umięśniona klata... . Na ten widok poczułam jak wewnątrz mnie rozprzestrzenia się ciepło.
   Usiadłam na skraju łóżka i sięgnęłam po krem do rąk. Nałożyłam odrobinę na rękę i zaczęłam go wcierać. Materac ugiął się, gdy Rutter zbliżył się do mnie.
-A w mokrych włosach jeszcze lepiej. - Odgarnął kosmyki z mojego ramienia i musnął ustami moją szyję. Przymknęłam oczy czując moc tej drobnej pieszczoty. Odwróciłam się do niego twarzą. Chwycił mnie w pasie, przyciągnął do siebie i posadził na kolanach. Siedząc okrakiem czułam go pod sobą.
-Teraz nie dam ci się tak łatwo omamić. - Złączył nasze usta w delikatnym pocałunku, który po chwili przerodził się w pocałunek pełen uczuć. Przysunął mnie jeszcze bliżej siebie, a ja wstrzymałam oddech czując go wyraźniej.
   Nie trwaliśmy zbyt długo w tej pozycji. Teraz leżałam pod nim. Podpierał się na dłoniach by nie przygnieść mnie swoim ciężarem. Zaczął zajmować się naszymi rzeczami, które stanowiły wyraźną barierę.


   Leżałam na nim wciąż czując go w sobie. Jego dłoń na zmianę głaskała moje plecy i policzek.
-Dobrze mi tutaj. - Powiedziałam nie chcąc, by wypuścił mnie ze swych ramion.
-Więc zostań. - Odparł szeptem całując mnie w czoło.
-Ale pewnie ci niewygodnie. - Mimo moich słów nie poruszyłam się choćby na milimetr.
-Jest mi wygodniej niż myślisz. - Uśmiechnął się zalotnie. Złączyłam nasze usta w pocałunku, po którym ułożyłam się we wcześniejszej pozycji.
-Jesteś najwygodniejszy i choćby nie wiem co się działo to się nigdy nie zmieni. - Zaśmiał się i poczułam delikatny ruch we mnie.
-W takim razie śpij spokojnie. Nie mam zamiaru zmienić tej pozycji. - Pocałowałam go jeszcze raz. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, objęłam go ramionami i zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Ta dam ;)
Oto i wyczekiwany rozdział.
Nie wiem co mogłabym wam powiedzieć na jego temat, więc pozostawię ostatnie słowo wam :)

Miłego
Karen

8 komentarzy:

  1. Czuję niedosyt chyba muszę ci zacząć wiersze pisać, wiesz jak kocham Dilera :( Chętnie przyjmę go pod swoje ramię, żeby zapomniał o Teresie haha
    Mi się wydaje, że Nina zacznie wariować? Obym się myliła, jeden Diler wystarczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diler akurat w tym rozdziale nie miał być śmieszny. Miał po prostu... rymować po pijaku :)

      Usuń
  2. Zacięłam się. Nie wiem co napisać pod tym rozdziałem...
    Ale... mogłaś bardziej "szczegółowo" opisać ich noc. Hehehehe ;)
    Pisz szybko kolejną część kochana ;*
    Trzymaj się
    KISSES&HUGS - Nathalia Pisarka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ty i twoje "szczegóły". Zobaczę co da się zrobić :D

      Usuń
    2. Wiem, wiem. Jestem "bardzo" wymagająca... ;)

      Usuń
  3. Kiedy kolejna część, bo mnie strasznie ciekawość zżera ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ją piszę; ) Niestety mam na to czas tylko wieczorem, więc idzie mi to powoli

      Usuń