niedziela, 21 lutego 2016

[63] "Skupiłam się na tym co jest tu i teraz."

~Nina~
    Czy było mi łatwo zostawił wszystko i wyjechać? Zdecydowanie nie. Ale nie miałam innego wyjścia. Choć bardziej właściwym stwierdzeniem jest to, że nie chciałam mieć innego wyjścia. Gdy zobaczyłam ten pocałunek Savany i Fabiana.... To zabolało i to cholernie mocno. Po tym nie mogłabym już mieszkać z nim pod jednym dachem, nie dałabym rady zachowywać się jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wolałam uciec od tego wszystkiego, zostawić to za sobą i zacząć życie od nowa. To wydawało się łatwe dopóki nie pojawiłam się na lotnisku.
   Gdy rezerwowałam bilet na lotnisku nie zwracałam uwagi na to gdzie polecę. Liczyło się tylko to by być jak najdalej od Nowego Jorku i by zmylić osoby, które będą mnie szukać. Z Hiszpanii poleciałam do Niemiec, a po tygodniu do Anglii gdzie zostałam. Mieszkam teraz w Londynie.
   Pieniądze które babcia zostawiła mi w spadku przeznaczyłam na samolot, dom i na życie. Na początku ciężko mi było znaleźć pracę. Po półtorej roku pieniądze prawie się wyczerpały, ciągle myślałam o Fabianie i powoli nie dawałam sobie rady sama ze sobą. Zaczynałam popadać w depresję.
     Oczywiście dzięki Bethany miałam siłę każdego ranka wstać z łóżka i normalnie funkcjonować, bo zdawałam sobie sprawę, że beze mnie ona nie da rady. Ona dodawała mi nadzieję na lepsze jutro.
   Ostatecznie zadzwoniłam do Brie z prośbą o pomoc. Przyleciała tydzień później z Dilerem nie mówiąc nic nikomu o tym, że dałam znak życia.
   Dlaczego nie poprosiłam o to Amber? Była w ciąży. Na pewno urodziła. Sama miała sporo na głowie i nie chciałam dodawać jej jeszcze moich problemów
    Tak więc Brie z Dilerem znaleźli idealną ofertę i wprowadzili się do domu po drugiej stronie drogi. Początkowo często mi pomagali i wspierali dzięki czemu zaczęłam powoli zapominać o tym co działo się w Nowym Jorku. Powoli stawałam się dawną sobą pełną energii i życia.
    Zaczęłam szukać pracy. Zostałam zatrudniona w redakcji The Sun. Na początku nie było to wysokie stanowisko, lecz gdy szef dowiedział się że wcześniej pracowałam w The New York Times od razu mnie awansował. Po 3 latach zostałam dziennikarkom. Szef jako jedyny znał moją sytuację i nie publikował moich danych przy reportażach. Były one anonimowe. Ludzie znali "jakąś" dziennikarkę i mówili o "kimś". W świecie publicznym nie miałam konkretnego imienia, nawet w nim nie istniałam nie mówiąc już o imieniu.
   Czasem myślałam nawet o zmianie nazwiska, ale nie miałam na to możliwości. Bez stałego zameldowania żadem urząd nie chciał mi pomóc. Tak, więc pozostałam sobą. Niną Martin z dzieckiem rozpoczynającą nowy etap w swoim życiu. Całkowicie przestałam myśleć o tym co było kiedyś. Skupiłam się na tym co jest tu i teraz.
~*~
-Mamusiu! - Usłyszałam krzyk Bethany dobiegający z ogrodu. Od razu odłożyłam dokumenty i poszłam do niej.
-Co się dzieję? - Podbiegła do mnie i przytuliła się do moich nóg.
-Spójrz tam. - Wskazała na drzewo za płotem. - Tam jest mały kotek! - Była podekscytowana, ale nie odchodziła ode mnie. - Możemy mu pomóc? - Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami tak bardzo podobnymi do JEGO.
-Chodź, zawołamy go. Może do nas zejdzie. - Wystawiłam w jej kierunku rękę, którą od razu chwyciła i ruszyłyśmy w kierunku drzewa. Kociak był mały i wdrapał się dość wysoko. Zaczęłyśmy go wołać, ale nie ruszył się a zaczął tylko głośniej miauczeć.
-Wiesz co? - Kucnęłam przed nią. - Mam pomysł.

   Po chwili w ogrodzie usłyszałam męski głos.
-To gdzie ten maluch? - Spytał. Beth od razu podbiegła do niego, a Diler wziął ją na ręce.
-Cześć wujku!
-No hej mała. Przyszedłem z odsieczom. O co chodzi?
-Bo widzisz wujku. Na drzewo kotek wszedł i nie może zejść.
-Rozumiem. Zaraz zobaczymy co możemy zaradzić. - Brunet postawił Beth na ziemi i zwrócił się do mnie. - Masz drabinę? - Uśmiechnęłam się do niego. Był tutaj tak często, że doskonale wiedział gdzie co jest a mimo to zadawał pytania.
-Tam gdzie zawsze.

   Po kilku minutach przestraszony kociak był już na dole. Tulił się do ramienia Dilera.
-Możemy go zatrzymać? - Spytała nagle Beth głaszcząc futrzaka.
-Kochanie on może mieć właściciela.
-Proszę... - Jak zwykle spojrzała na mnie swoim wyjątkowym wzrokiem, którego jakimś cudem nauczyła się od Kota w Butach ze Shreka.
-Dobrze, zatrzymamy go... - Zapiszczała z radości skacząc w kółko. - Ale tylko jeśli nie zgłosi się po niego właściciel. - Pokiwała energicznie głową i podbiegła do Dilera. Zaczęła głaskać kociaka, którego ciągle trzymał na rękach.

    Po kilkunastu dniach, mimo ogłoszeń, nikt się nie zgłosił po kota, więc Oskar (tak go nazwałyśmy) został z nami. Dość szybko podbił moje serce. Zresztą nie tylko moje. Brie i Diler pokochali tego słodziaka, a dla Beth był oczkiem w głowie. Często spał na moich kolanach, gdy pracowałam w domu. Wtedy długo wpatrywał się we mnie i słodko przebierał łapkami.
    Oskar szybko się zadomowił, a my bardzo przywiązałyśmy się do niego.
 ~*~
    Był lipiec. Mimo to słoneczny dzień nie zdarza się zbyt często, więc postanowiłyśmy to wykorzystać spędzając dzień w ogrodzie. Ja siedziałam na leżaku łapiąc promienie słońca, a Beth bawiła się z Oskarem. Nasza sąsiadka akurat dbała o swoje kwiaty, więc gdy tylko podniosła wzrok przywitałam się z nią. 
-Dzień dobry Pani Sharon. - Kobieta miała około pięćdziesiątki. W brązowych włosach pojawiały się już siwe pasma, ale w zielonych oczach ciągle było widać młodego ducha. Mieszkała sama, ale wspominała raz o swoim synu, który wyjechał za granicę.
-Dzień dobry. Piękny mamy dzisiaj dzień, prawda?
-Tak, jest naprawdę miło. Co u Pani słychać?
-Wszystko dobrze, dziękuję, że pytasz. Mój syn mnie odwiedził. Przedstawiłabym was, ale pojechał gdzieś dwa dni temu mówiąc, że ma coś ważnego do załatwienia.
-Z pewnością będzie jeszcze na to okazja. - Uśmiechnęłam się co kobieta odwzajemniła. Wtedy Bethany podbiegła do mnie, a Oskar zaraz za nią.
-Pobawisz się z nami? - Spytała oddychając szybko.
-Jasne, że tak, ale najpierw napijesz się czegoś. Poza tym sądzę, że Oskar potrzebuje pięciu minut przerwy. - Spojrzałam na futrzaka, który położył się za leżakiem w cieniu.
-Dobrze! - Powiedziała entuzjastycznie i w podskokach weszła do domu. Skąd to dziecko ma tyle energii?
~*~
    Z szefem miałam bardzo dogodną umowę. Pozwalał pracować mi w domu, ale gdy mnie wzywał musiałam stawić się w pracy. I tak było dzisiaj. W pełni gotowa zaprowadziłam Bethany do Brie i Dilera i ruszyłam samochodem ( tak mam prawo jazdy i własny samochód) do siedziby The Sun. Na miejscu od razu skierowałam się do gabinetu szefa, zapukałam do drzwi i po słowie "proszę" weszłam do środka.
-Wzywał mnie Pan. - Powiedziałam siadając na prosto mężczyzny. Był ode mnie o kilka lat starszy. Szatyn miał szare oczy i zarost.
-Tak. Mam dla Pani zlecenie. Musi Pani lecieć do Nowego Jorku...

    Po rozmowie z szefem ruszyłam do mojego gabinetu, który dzieliłam z Lucasem. Może za mocno zamknęłam drzwi i zbyt gwałtownie usiadłam na swoim fotelu, bo zwróciłam tym uwagę Correy'a.
-Co Middleton ci zrobił? - Spytał przerywając swoją pracę.
-Każe mi lecieć do Nowego Jorku, bo potrzebuje paru zdjęć. Powiedziałam mu, że nie mogę, bo przecież mam dziecko, ale on wciąż upierał się przy swoim i za dwa tygodnie te zdjęcia mają być u niego na biurku.
-Nie możesz poprosić kogoś z Nowego Jorku, by zrobił te zdjęcia i ci je podesłał? - Myślałam już o tym. To było chyba jedyne rozwiązanie, ale nikt nie może się dowiedzieć gdzie jestem, ale o locie nie ma mowy. A gdyby tak...

    Tydzień później otrzymałam pocztę. Wyjęłam kopertę ze skrzynki i w domu wyjęłam jej zawartość. Były w niej zdjęcia Nowego Jorku. Poprosiłam Amber, by załatwiła je dla mnie. Ryzykowałam. Mogła powiedzieć gdzie jestem, ale ufałam jej. Odpowiedziałam na jej pytania, a ona obiecała że nie powie gdzie jestem.
   Przeglądając zdjęcia ujrzałam kilka z małym chłopcem. Dołączony był do nich liścik.
"Nie możesz być z nami, więc zdjęcia muszą ci wystarczyć. Przedstawiam ci Dylana Fostera :)".
   Oparłam głowę na dłoni i zaczęłam przeglądać jego zdjęcia. Był rok młodszy od Bethany i był podobny do Masona.
   Z każdym kolejnym zdjęciem mój uśmiech był coraz większy, aż trafiłam na jedną fotografię. Był na niej Fabian trzymający Dylana na baranach. Czułam się dziwnie patrząc na to. Byłam obojętna, ale skłamałabym gdyby ktoś spytał czy nic nie poczułam. Coś dziwnego ścisnęło mnie za serce i sama nie wiem co to jest.
   Podniosłam to zdjęcie i wpatrywałam się w nie tępo.
    Z tego stanu wyrwała mnie Bethany, która podbiegła do mnie i objęła mnie w pasie. Od razu odłożyłam zdjęcie, posadziłam ją na swoich kolanach i objęłam.
-Mamusiu co robisz? - Spytała patrząc na rozwalone fotografie na stolę.
-Już nic ważnego. - Zgarnęłam jej blond włosy z twarzy. - Co porabiasz?
-Bawiłam się z Oskarem, ale zasnął i nudzi mi się teraz. - Spojrzała smutno na swoje dłonie. Ja już znam to spojrzenie.
-Może pobawimy się w coś? - Spytałam zdając sobie sprawę, że odmówi. Spuszczony wzrok oznaczał, że coś chce.
-Ale... No wiesz mamusiu... Nie chcę cię męczyć po pracy. - Uśmiechnęłam się.
-Chcesz iść do Ethana prawda? - Pokiwała energicznie głową. - No dobrze. Leć.
-Naprawdę? - Od razu w jej oczach pojawiły się iskierki. Ethan jest dzieckiem małżeństwa z sąsiedztwa. Nasze działki odgradza tylko płot, więc dzieci często bawią się razem.
-Tak. Tylko bądź grzeczna.
-Dziękuje. - Objęłam mnie za szyję, pocałowała w policzek i pobiegła do drzwi prowadzących do ogrodu i tyle ją widziałam.
   Dzięki niej byłam szczęśliwa. Dość wcześnie nauczyła się mówić i tylko nieliczne wyrazy sprawiały jej problem. Niestety też dość wcześnie nauczyła się chodzić co już nie jest taką przyjemnością dla matki. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.
   Mając czas dla siebie sięgnęłam po książkę. Nie przeczytałam zbyt wiele, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je.
-Witaj, Nino.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
*The Sun - poranny dziennik brytyjski
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam :)
   Teraz postarałam się napisać dłuższy. 
Bohaterów za niedługo zaktualizuję, więc będziecie mogli podziwiać nasze nowe postacie :)


6 komentarzy:

  1. Czemu znów w takim momencie...
    Pisz kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. FABIAN JEST SYNEM TEJ BABKI I STANA W DZRZWIACH ???!!!!!!!!!!!!
    Nie ja wcale nie przeczytałam trego rozdziału
    P.S Miałaś rację co do Oskara
    p.s 2 i TAK CI NAKOPIĘ ŻE SOBIE POPAMIĘTASZ ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi sie bardzo, ale szkoda mi Niny :(
    Dobrze że Diler jest, zrobi szał ciał i jakoś ją rozchmurzy
    Kto przyszedł do niej? Jestem na 90% pewna, że to nie Fabian, tylko ten gość o którym mówiłaś, a ja stwierdziłam, że to jej facio
    Wgl Bethany gada, ale fajnie, pamiętaj że Diler kiedys się zarzekł robić jej warkoczyki haha
    EJ A CO JAK TA SĄSIADKA NINY TO MATKA FABIANA XDDD O KUŹWA TO BY BYŁO SMIESZNE ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chcę pod waszymi komentarzami pisać jednego i tego samego dlatego piszę jeden zbiorczy.
    Natalia Pisarka, Forka i queen of eden. Ja po prostu kocham wasze komentarze i po ich przeczytaniu aż zachciało mi się pisać. Nie zdradzę żadnej z was choćby odrobinę tajemnicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale my już wszystko wiemy, przejrzałyśmy cię wzdłuż i wszerz ;p PISZ PISZ CZEKAMY

    OdpowiedzUsuń